Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Narrator

Strony: 1 [2] 3 4 ... 59
21
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 07 Luty 2020, 08:44:32 »
Pomocnicy nie podziękowali za pomoc, burknęli jedynie coś pod nosami i sami rozsiedli się przy rufie, wyciągając z zatłuszczonych tkanin prowiant, najwyraźniej uznając że mają przerwę. Krasnolud zaś spojrzał na ciebie przychylniejszym wzrokiem.
- E, pewno nie wiesz jak to jest w Torgonie, ale żadna to bajka tam żyć - powiedział i zapatrzył się w horyzont. Krypa powoli opuszczała port i kierowała się w stronę rzeki - Wszystkie kopalnie obstawione, a nie zamierzałem zapylać sobie płuc w jakichś podrzędnych kopalniach węgla, to i zwróciłem się w kierunku handlu. A że na Valfden robota się znajdzie to i jestem. Swoją drogą dobrze ześ do Otiego nie poszedł, tego niziołka co latał po nabrzeżu jak kot z pęcherzem. Straszny to chuj jest i jakby cię zabrał to pewnie tylko po to żeby obrabować i utopić w rzece - pyknął ponownie z fajki, a łajba zakołysała się pod wpływem bocznej fali. Zaskrzypiała przy tym przeraźliwie.

22
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 06 Luty 2020, 18:58:11 »
- E, bez nerwów, spokojna twoja, nic nie pierdolnie - zbagatelizował krasnal i rozsiadł się koło jednej ze skrzyń, cały czas pykając z fajki - Jak chcesz to pomóż, mus ci się lepiej znać niż nam najwyraźniej. W ogóle to Hossod jestem, kapitan i właściciel tej oto łajby  - machnął ręką na jednego z pachołków, który odwiązał cumę z nadbrzeża i długą tyczką odepchnął barkę, a drugi pomocnik postawił pojedynczy maszt, łapiąc nieco ciepłego, wiosennego powietrza. Łódź w akompaniamencie upiornego skrzypienia zaczęła opuszczać port.

23
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 06 Luty 2020, 12:51:23 »
Krasnolud zamyślił się głęboko, pyknął kilka razy z fajki, wydmuchał z płuc paskudny, gryzący w oczy dym i rozjaśnił się nagle.
- Jak umiesz się zachować na statku to wskakuj, przyda się dodatkowa para rąk do pracy - oświadczył i gestem zaprosił cię na łajbę, samemu wchodząc raźnym krokiem na pokład. Wysłużone drewno zaskrzypiało złowrogo, ale nic więcej się nie stało - Jak widzisz przewozimy nieco towaru, także uważaj by nic się spierdoliło do rzeki - wskazał na spiętrowane skrzynie, które pomocnicy kapitana właśnie spinali pasami. Dość nieporadnie prawdę powiedziawszy.

24
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 05 Luty 2020, 13:50:01 »
Krasnolud przeniósł na ciebie spojrzenie ciemnych, czarnych niemalże oczu.
- Nuu... mogę cię niby zabrać, bo tak się jakby składa że będziemy przepływać obok. Ale jaki w tym mój biznes jest, nieznajomy? - zagadnął i wyciągnął z kieszeni sfatygowaną fajkę, którą zaczął nabijać cuchnącym tytoniem.

25
Dział Wypraw / Odp: Echa przeszłości III - Arsil
« dnia: 04 Luty 2020, 20:59:22 »
- Dadzą radę, przywieziono ich tutaj dziś po południu. Są więc nowi, ja siedzę tu dziesięć lat. Jutro... jutro miałem być na targu w Jamach. Mówił budząc innych, nad wyraz spokojnych. - Kim wy jestescie? Dokąd nas zabieracie?

26
Dział Wypraw / Odp: Echa przeszłości III - Arsil
« dnia: 04 Luty 2020, 18:57:52 »
- Kim, kim wy jesteście? Nie jesteś jednym z jego ludzi.

27
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 03 Luty 2020, 08:27:26 »
W porcie w gotowości do wypłynięcia stały trzy staki. Jednym z nich była zwykła krypa towarowa, ewidentnie przeciążona, z ponurym krasnoludzkim kapitanem u steru. Skołutniona broda zdobiła niezbyt urodziwą twarz, a błędny oczy śledziły przygotowania do drogi. Drugim statkiem był prosty dubas, niemal gotowy do wypłynięcia, robotnicy właśnie wnosili ostatnie worki towaru na pokład, a jego kapitanem był energiczny niziołek, biegający i doglądający przygotowań niczym mysikrólik. Ostatnim statkiem który miał dziś opuścić post był mały statek handlowy o wdzięcznej nazwie "Karypel", dowodzony przez rosłego orczego kapitana o wyglądzie co najmniej rzezimieszka. Pociętę bliznami ciemię i krzywy wyraz twarzy dały niezawodnie znać o fachu jaki kapitan wykonywał, a nie było to z pewnością nic legalnego.
Można rzec port w Ombros nie ściągał najuczciwszych czy najsympatyczniejszych przedstawicieli fachu żeglarzy czy handlarzy.

28
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 02 Luty 2020, 10:45:02 »
Znał drogę toteż i przedostał się szybko przez miasto. Nikt go nie zaczepiał. Zbiorowa inteligencja meneli i pijaków, którzy krążyli sennie po ulicach Zwłok bezbłędnie wyczuwała w nim przedstawiciela organizacji przestępczej i jako takiego nie planowali nawet podchodzić. Niedługo potem znalazł się w porcie, można powiedzieć najważniejszej dzielnicy i części Ombros.


29
Dział Wypraw / Odp: Ryzykowna przesyłka
« dnia: 01 Luty 2020, 19:26:13 »
Daleko nie miał, bowiem Krucze Gniazdo położone było u podnóża nieco na północ od Ombros, toteż Hagmar, mając ciągle z górki, szybko przebył dzielący go dystans pomiędzy twierdzą a miastem. Wkrótce też dotarł do najbiedniejszej, zewnętrznej dzielnicy noszącej czarującą nazwę Zwłoki. Szybkie spojrzenie na otoczenie i mieszkańców łatwo dało do zrozumienia skąd nazwa. By dostać się do portu trzeba było przejść, niestety, przez całe miasto.


30
Wkrótce cała drużyna spotkała się na powierzchni, gdzie wspólnym wysiłkiem zawalili wejście do mrocznych lochów, które opuścili. Razem z uratowanymi zakładnikami, ruszyli z powrotem do Efehidonu, gdzie każdy już ruszył w swoją stronę, czy to sam, czy w z kimś. Wiadomym było, że na wyprawie zawiązały się nowe przyjaźnie, a stare zacieśniły.

Wyprawa zakończona powodzeniem

Marduk zwerbował Patty i Gascadena do pomocy ze strażnicą jednego z uczniów arcynekromanty Quorthona. Po drodze połączyli siły z Quinnem, któremu przypadkiem pomogli w polowaniu. W zajeździe dołączyli do nich Evening oraz Torstein i tak o to zawiązana drużyna ruszyła dalej, po drodze napotykając spaloną wioskę, z której słudzy ucznia nekromanty pozyskiwali ludzi do eksperymentów. Po zorganizowanym szturmie na strażnicę zeszli do podziemi gdzie rozdzielili się. Tam Quinn oraz Torstein uratowali grupę zakładników, zaś Marduk i Patty zabili maga i odzyskali miecz rycerza Leopolda oraz nasączony magią amulet maga. Po wszystkim wrócili do stolicy.

Talenty:

Marduk:
Aktywność: 1 brązowy talent
Opisy: 1 srebrny talent
Walka: 5 złote talenty

Patty:
Aktywność: 1 brązowy talent
Opisy: 1 srebrny talent
Walka: 5 złote talenty

Quinn:
Aktywność: 1 brązowy talent
Opisy:1 srebrny talent
Walka: 5 złote talenty

Gascaden:
Aktywność: 1 brązowy talent
Opisy:1 srebrny talent
Walka: 2 złote talent

Eve:
Aktywność: 1 brązowy talent
Opisy: 1 srebrny talent
Walka: 2 złote talenty

Torstein:

Aktywność: 1 brązowy talent
Opisy: 1 srebrny talent
Walka: 4 złote talenty

Nagrody:

Pieniądze, z mojej własnej sakwy:

Quinn: 500 grzywien
Torstein: 500 grzywien
Patty: 300 grzywien
Do pobrania ze skarbca Bractwa Świtu:
Eve: 200 grzywien
Gascaden: 200 grzywien


Do wspólnego podziału:
Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

Dla Marduka:
Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

Dla Quinna:
176 pazurów wilka
22m2 skóry wilka
44 kły wilka

31
Quinn przyjął flaszkę i pociągnął tęgi łyk, przełknął i odetchnął głęboko w rękaw.
- Całkiem niezłe. Tego mi było teraz trzeba - odetchnął raz jeszcze i popatrzył po sali - Trzeba by się tu rozejrzeć - i jak powiedział tak zrobił.

Quinn oraz Torstein nie znaleźli już niczego wartego uwagi.

32
Zakończone wyprawy / Odp: Uwolnić krucze skrzydła
« dnia: 23 Styczeń 2020, 12:36:35 »
- No dobra. Szukaj więc Muhmeda - odrzekł pewnie Imago. - Ja raczej z tą komnatą rytualną ci nie pomogę. Choć niezbyt to pasuje do miejsca... - dodał w lekkim zamyśleniu nad ostatnim zdaniem. - Muhmed powinien być w pobliżu składziku alkoholu, gdzie wybuchł pożar - wyjaśnił jeszcze wampir.

- Ech, no dobra. Widzę, że po wodę latasz, to leć. Trupy wszak nie uciekną, hłehłe! - zaśmiał sie strażnik i sobie poszedł.

- Tak. Udało nam się to co udać miało, z tym że wynikły pewne... komplikacje. Potrzeba nam medyka, chodźmy - odpowiedział jedynie mauren i skinął na Muhmeda, który przy pożarze już ewidentnie nie był potrzebny, a Mohamed zaś potrzebował tej pomocy teraz. Przynajmniej jeśli nie chciał zachować pokancerowanej mordy. Samir sprawnie przedostał się przez fort, który zdążył już dobrze poznać i dotarł do "sali zabaw".

Samir poprowadził Muhmeda do sali rytualnej. Widząc trupy Muhmed westchnął.
- Już widzę wasze komplikacje - skomentował. - To były dobre chłopaki. Uparte i trochę głupawe, ale dobre... trzeba będzie powiadomić rodziny. - Zszedł na dół i minął otwarte drzwi.
- Panie mój! - zawołał i podszedł do Mohemeda. Zaczął oglądać jego twarz. - Kilka szwów i będziesz panie jak nowy, może z kilkoma bliznami. Co z nim? - Spojrzał na wciąż pojękującego mężczyznę na ołtarzu.

33
Dział Wypraw / Odp: Echa przeszłości III - Arsil
« dnia: 22 Styczeń 2020, 13:46:02 »
- W tym porcie prawo to ja! Co zrobisz gdy przyjdę tu z oddziałem straży. Nic. Na ich oczach podarł dokument. - Klucze do ich celi kapitanie. Spojrzał na Melkiora

34
Dział Wypraw / Odp: Echa przeszłości III - Arsil
« dnia: 21 Styczeń 2020, 18:58:47 »
- Dajeszz mi papier nie mając odwagi powiedzieć mi odmowy w twarz? Urzędnik był zły. - Tak więc... zrobimy to siłą.

35
Dział Wypraw / Odp: Echa przeszłości III - Arsil
« dnia: 14 Styczeń 2020, 14:51:35 »
- Tak, i nie musze nic uzasadniać. Proszę pamiętać że mogę po prostu wezwać straż i po prostu zabrać orków.

36
Twarz magika zbledła, a on sam przynajmniej na chwilę przestał być tak pewny siebie. Ścisnął mocniej kostur. Wyjął spod szat kilka kości i rzucił je na ziemię. Z nich zaś stworzył szkielecich wojowników do pomocy w walce. Zebrał energię magiczną.
- Iaesh qiash xugro izani! - zainkantował uczeń nekromanty, po czym z jego dłoni wyszedł śmiercionośny podmuch, fachowo zwany zaklęciem tchnienia śmierci. Szkielety zaś ruszyły do walki, uzbrojone w miecze i topory.

1x uczeń nekromanty
4x szkielet

//szkielety uzbrojone są w stalowe miecze i topory.

37
Nim Draven mógł jednak podnieść miecz, to coś mu przerwało. Głos. Patty już go słyszała, całkiem z resztą niedawno. Czarny mag trzymał kostur oburącz, stojąc u wejścia do sali. Musiał się teleportować, albo przyjść po cichu. Wraz z nim przybył orkstein oficer oraz paru siepaczy.
- Nie pozwolę ci zabrać tego miecza - syknął magik. - A wby oboje wyjdziecie stąd w kawałkach na tyle małych, by nie sprawiać problemu, ale na tyle dużych by nie zdechnąć. Mistrz Quorthon będzie zachwycony!

1x uczeń nekromanty
1x Orkstein oficer
4x siepacz

38
Marduk ruszył do walki w tej samej chwili co Patty. Choć to raczej jego przeciwnik ruszył. To co z początku było spokojnym marszem w stronę anioła, stało się nagle niewiarygodnie szybką szarżą. Potwór zniżył głowę i pobiegł w stronę Dravena, dzwoniąc elementami pancerza. Tylko wyćwiczony refleks wojownika Zartata uratował go, gdy ten w porę wykonał zwinny unik w bok. Orkstein zahamował, uderzając w ścianę barkiem zamiast rogów. Ruszył do ataku, tnąc na odlew mieczem, za czym poszedł wyprowadzony od góry cios topora. Anioł Zartata nie zamierzał nawet próbować blokować rąbnięć oręża wroga. Zamiast tego postawił na uniki i natychmiastowe kontrataki. Wielki Mistrz ciął zręcznie po skosie, celując w łączenia zbroi w łokciu bestii, lecz Orkstein z niebywałą łatwością zasłonił się własną klingą i kontratakował toporem, zmuszając Marduka do kolejnego odstąpienia. Natychmiast po tym natarł, wpierw markując sztych miecza, tylko po to by rąbnąć toporem znad głowy. Anioł wywinął się spod pewnie miążdżacego ciosu i umknął w bok. Orkstein gotowy na to ciął mieczem. Klinga uderzyła skrzydlatego wojownika w osłoniętą hełmem twarz z taką siłą, że strąciła mu go z głowy i zachwiała nim samym. W głowie Marduka zadzwoniło jak w katedrze w Zartykanie, włosy na szczęście trzymały się w rzemieniu. Orkstein dalej nacierał, wznosząc topór w górę. To właśnie wtedy Marduk zrobił zamach od góry, po czym wykorzystał moc przemieszczenia, znajdując się nagle za potworem. Z całej siły ciął w łączenia zbroi bestii na łokciu, odcinając łapsko od reszty ciała. Kończyna padła na ziemię z głuchym metalowym dźwiękiem, zaś jej właściciel chlasnął swym mieczem z obrotu. Marduk uchylił się przed straceniem głowy i okrążył potwora. Umknął przed drugim cięcie, po czym zbił jego ostrze daleko na bok. Wykonał obrót, aby nabrać szybkości, po czym ujął miecz oburącz i z całej siły ciął po szyi potwora, separując głowę od reszty ciała, które runęło na ziemię. Anioł podszedł do odciętej głowy i skończył z nią jednym rąbnięciem miecza. Przyciągnął telekinezą swój hełm, ale nie zakładał go jeszcze. Schował miecz i rozejrzał się po sali.
Anioł podszedł do ołtarza. Przyjrzał się zwłokom w zbroi, następnie spojrzał na miecz i na zjawę unoszącą się nad nim.
- Kim jesteś duchu? Jakie są twe zamiary? - spytał.


Zjawa popatrzyła na anioła, zniżyła się, by być na równi z nim. Nie okazywała żadnych oznak wrogości. Miała nawet przyjacielskie rysy.
- Za mego życia zwali mnie Leopoldem. Wrogowie mówili na mnie Tygrys. Może w strachu, może w pochwale. Nie wiem, nie ma to i tak teraz żadnego znaczenia. Co z resztą ma? - spytał duch, jakby retorycznie.- Jakie może mieć zamiary ktoś przykuty do tego miecza i okropnego miejsca?
Miecz o którym była mowa, wykonany był z mithrilu. Jego cała głownia poprzecinana była wzorami, które przypominały tygrysie pasy. W przejściu od ostrza do rękojeści znajdowała się podobizna otwartej i wyszczerzonej tygrysiej paszczy. To z niej wychodziło całe ostrze. Rękojeść obita była zaś skórą. Od broni biła aura. Nie mroczna, wręcz przeciwnie. Ciepła i miła, święta. Ostrze było dawniej narzędziem światła i zgubą zła.
- - Jeśli chcesz spytać czemu tu w ogóle jestem, to wyprzedzę cię i opowiem mą historię, byś nie tkwił w tym okropnym miejscu dłużej niż musisz. Byłem rycerzem zaprzysieżonym Zartatowi. W swym życiu zgładziłem wielu bandytów, ale też stawiłem czoła niejednemu potworowi. Czy to opętany mag, nekromanta wykorzystujący wieśniaków do eksperymentów, demon, wilkołak, wampir. Nie jest ważne ile i czego zabiłem. Wiedz tyle, że byłem wędrownym mordercą potworów i obrońcą ludzkości. Pomagał mi w tym mój wierny Tygrys, miecz który tu widzisz. Miecz magiczny, który dostałem kiedyś w prezencie od tajemniczego wędrowca. Od osoby tej biła jakaś ciepła aura. Dobro. Jego twarz jakby lśniła. - opowiadał duch Leopolda. - Po kilkunastu latach takiego życia natrafiłem na pogłoski o potężnym nekromancie, który zwał się Quorthonem. Przeżył niejedno życie, a niezliczoną ilość zniszczył w swym nikczemnym, oszalałym celu "ulepszenia" żywych istot. Postanowiłem położyć temu kres. Nie wiem ile bestii zarżnąłem w tym mrocznym miejscu, ale w końcu, gdy zabiłem dość eksperymentów, kultystów i uczniów, on sam wyszedł mi na spotkanie - mówił dalej.- - Z początku bitwa była wyrównana, mój miecz dawał mi jednak przewagę w walce z jego mrocznymi mocami. Lecz nie doceniłem go. Nekromanta miał wieki, by doskonalić się w walce i magii. Wystarczył mój jeden błąd. I tak oto ległem tutaj. Moja dusza nie może od tamtego czasu zaznać spokoju. Nie mogę opuścić tego miejsca dopóki ktoś nie podejmie się skończenia mej misji i nie weźmie mego miecza. Nie udam się do niebiańskiego królestwa póki nekromanta jest na tym świecie. Takiego ślubu dokonałem. Tylko ktoś o czystym sercu, ktoś oddany Zartatowi, ktoś dotknięty przez boga może wziąć ten miecz. Tylko ktoś, kto złoży śluby by chronić słabszych i niewinnych, oraz stawiać czoła złu może wykorzystać pełną moc tego miecza. - duch zatrzymał się na chwilę. - Teraz widzę przed sobą kogoś, kto może być godny. Kto musi taki być. Kto może być godniejszy niż sam anioł Zartata? Weź Tygrysa i dokończ mego dzieła!


39
Anielica skinęła jedynie głową i zebrała nieco energii magicznej, gromadząc ją wyciągniętej dłoni.
- Aenye! - wymówiła inkantację, posyłając przed siebie falę oślepiającego światła, po czym wkroczyła w iluzję, dzierżąc w ręce zakrwawiony miecz. Rozejrzała się czujnie, gotowa do walki.

Za Patricią wszedł również i Marduk. Oboje znalazlusię w sali rysującej się w okrągły kształt. Wspierana była kolumnami ustawionymi w ten sam kształt, w jakim zbudowana była hala. Powietrze było ciężkie, duszne. Morowe, czuć było tu śmierć. Śmierć zalęgłą od dawna, co najmniej kilkunastu lat. Na podłodze wyrysowany był heksagram, w centrum którego znajdował się ołtarz, lub też coś na jego kształt. Na nim zaś, na specjalnie przeznaczonych do tego uchwytach spoczywał miecz. U stóp ołtarza zaś leżało ciało w pełnej płytowej zbroi. Coś majaczyło nad ołtarzem oraz ciałem. Ludzki kształt w barwie błękitu. Rozmazany. Nieuchwytny. Przeźroczysty.
Po obu stronach ołtarza stały zaś dwie rogate postacie w zbrojach. Każda uzbrojona w dwuręczny miecz i topór. Każda ogromnej i potężnej postury.
- To o nich ostrzegał Mistrz! - syknęła jedna z postaci.
- Więc przynieśmy mu ich resztki -dodał drugi.

Obie figury zaczęły się powoli zbliżać do aniołów. Pancerze wyglądały strasznie i majestatycznie zarazem. Oczy bestii lśniły czerwonym blaskiem.

2x Elitarny Orkstein

40
Zakończone wyprawy / Odp: Uwolnić krucze skrzydła
« dnia: 10 Styczeń 2020, 20:14:46 »
Wampir prawie przeklnął, widząc strażnika, którego wcześniej już minął. Zdusił jednak brzydkie słowo i ugryzł się w język. Przybrał poważną minę, a słysząc pytanie złapał pewniej za uchwyt wiadra, by w razie czego móc przywalić Faradowi.
- Nie wiem - odrzekł. - Gdy wybuchł pożar, on zwołał alarm, ja zacząłem pomagać przy gaszeniu - wyjaśnił. -A co się stało? - spytał.

- Dwa trupy się stały. - Farad splunął. - I to jeszcze straż przed tą cała komnatą rytualna pana... ech.. ale ja tam nie wejdę aby sprawdzić co się stało. Pamiętam jeszcze co zrobił z ostatnim, który tam bez pytania zajrzał...

Strony: 1 [2] 3 4 ... 59
SMF 2.0.15 | SMF © 2017, Simple Machines
Enotify by CreateAForum.com

DarkBreak by DzinerStudio
Copyright 2005-2014 Tawerna Gothic - Oficjalny Polski serwis o grach z serii Gothic. Wszelkie prawa zastrzezone.