Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Narrator

Strony: 1 ... 55 56 [57] 58 59
1121
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 24 Listopad 2015, 17:14:43 »
- Samotności i bezradności... - Powtórzyła i spojrzała z wyrzutem i krzywą minką jak gdyby poczuła się oszukana ;[ .

- Często jesteśmy bezradni mimo umiejętności i zdolności... to czym jesteś i co potrafi nie znaczy, że nie jesteś "bezradna". Można mieć mnóstwo zdolności i umiejętności a być bezradnym obserwatorem świata nie mogąc na niego wpłynąć tak jak byśmy chcieli... - mówiła wzdychając ociężale i założyła dłonie na plecach. obróciła się do ciebie bokiem i zaczęła iść wzdłuż ścian ruin okrążając cię. Stale patrzyła na ciebie a jej wygląd zaczął się powoli zmieniać... wygląd, głos, wzrost, całe ciało... widziałaś jak skrzydełka na ciele zaczęły się kurczyć i wchłaniać w miejscu łopatek, jak całe ciało zaczęło się kurczyć, a włosy wrastać. jej twarz zaczęła przybierać bardziej twardy wygląd, charakterystyczny, siermiężny, a na brodzie i pod nosem pojawiło się owłosienie. po kilku dziesięciu sekundach kolejnych kroków zobaczyłaś że ta istota zaczyna ci przypominać kogoś znajomego. Siliona eap Mora.


Silion przystanął i obrócił się do ciebie przodem, założył ręce na brzuszku pod przystrzyżoną, spętaną w warkocze bródką. Spojrzał na ciebie przenikliwie błękitnymi, niebieskimi oczami.
- Ale samotność to jest okropna... bo co innego jest być samym... a co innego być samotnym. I też nie ma na to wpływu jak długo będziemy żyć... bo widzisz, można być z kimś... a nadal być samotnym, ale można też nie mieć kogoś a nie być samotnym... - mówił strapionym głosem pełnym troski, jak to zwykle Silion mówi do swojej koleżanki. - Bycie samym i samotnym jest straszne... a posiadanie jednego albo drugiego niewystarczające by być zadowolonym w życiu... a ja chciałbym byś była zadowolona Ale ty o tym wiesz... - powiedział i cmoknął uśmiechając się życzliwie. parę razy poruszał wargami i poruszał broda, bardzo zabawnie wyglądało gdy owłosienie na twarzy się ruszało, zdał sobie z tego sprawą i roześmiał się w głos, ze musiał śmiesznie wyglądać. - Wiesz jak pozbyć się takich problemów, jak zwalczyć problem samotności i bycia samym... - Westchnął i podszedł do okna i też spojrzął w jałową otchłań, westchnął ociężale ocierając pot z czoła.

- Nic się nie stało... właśnie nic się nie stało... wszystko pozostaje jałowe, martwe... gorące ale suche... Mam nadzieję, że doczekamy się deszczu. Ale on nie zależy ode mnie, ty możesz go przywołać.- Powiedział i uśmiechnął się do ciebie patrząc znad ramienia. - Czy... coś ciebie martwi? tak ogólnie, martwisz się o coś? Poza bania się samotności i bezradności.

1122
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 23 Listopad 2015, 21:41:14 »
- No... Skoro ty nie wiesz co to były za zwierzęta to skąd ja miała bym wiedzieć? - zapytała i uśmiechnęła się.

Uścisnęła podane przez ciebie dłonie... poczułaś przyjemny dotyk, wsparcie a wpatrując się w jej uśmiech dostrzegałaś niektóre charakterystyczne cechy twojego wyglądu, ale dostrzegałaś też znaczące różnice. w gruncie rzeczy mimo wszystko przywodziła na myśl wyglądem taką miłą życzliwą siostrzyczkę chcącą ciebie wesprzeć. Przynajmniej taka próbowała być ta imaginacja.

- Oj doświadczasz mojej obecności... - powiedziała z lekkim zakłopotaniem kołysząc głową na lewo i na prawo niczym wahadełko, by a chwile z powrotem spoglądać tymi miłymi ciepłymi oczami na ciebie. - Na co dzień jesteś sobą, jesteś całością, składasz się z mnóstwa rożnych cech, ja jestem tylko jednym wycinkiem ciebie, nawet może sprzeczny z tobą, albo ekstremalną wersją wypierająca inne wpływy... ja jestem taką jedno z wielu osobowości z których ty się składasz.

- Oj kochanie... - Ja wiem wszystko o tobie, jestem twoim wnętrzem, które walczy byś była taka jak ja każdego dnia! - powiedziała i wytknęła język i zmarszczyła nosek by po chwili się uśmiechnąć jak najlepsza psiapsióła po głupiej mince licząc na i twoje rozbawienie. - Ważne jest to, czy ty potrafisz przyznać się sama przed sobą do tego czego się boisz, do tego co na prawdę czujesz, do tego o kim myślisz, czego naprawdę w życiu potrzebujesz. - powiedziała przekrzywiając głowę. - Bo widzisz... najgorsze w życiu jest zmuszanie się do czegoś, zmawianie sobie nieprawdy, przymuszanie się do czegoś czego nie chcemy... Ukrywanie przed sobą swoich prawdziwych pragnień i realizowanie tego, czego nie chcemy, robienie czegoś wbrew samemu sobie.- powiedziała i cofnęła dłonie od ciebie i wstała z krzesła, które błyskawicznie rozmyło się stopiło tworząc kałużę krwi na posadzce. Podeszła do okiennicy i wsparła się ramionami o krawędzie okiennicy i wzięła głęboki oddech... poczuła siarkę, palące powietrze w płucach i palący popiół, drobinki popiołu w nozdrzach. - Piękny widok, prawda? Więc... czego się boisz? - zapytała ponownie będąc odwrócona do ciebie plecami, poruszała delikatnie biodrami przestępując z nogi na nogę... - Jeżeli mój wygląd cię peszy. nagle zwróciła głowę przez bark, mogę wyglądać inaczej, kogo dobrze wspominasz? z kim będzie ci lżej rozmawiać? nie warto siebie okłamywać. Później ci dokładnie wyjaśnię czemu rozmawiamy. - powiedziała ponownie spoglądając w otchłań.

1123
Zakończone wyprawy / Odp: Odem Mortis. Uzależnieni.
« dnia: 23 Listopad 2015, 19:52:33 »
Jeden leżał z ranioną twarzą, rany były głębokie i odsłaniały kości twarzy jedno oko całkiem spalone drugie skryte rannymi tknkami, płątami skóry i tkane z twarzy. na twarzy nie było innych obrażeń.

Drugi leżał z odciętą ręką zwinięty w kłębek, lecz poza idealnie odciętą kończyną i splamioną krwią odzieżą nie miał żadnych dodatkowych obrażeń.

Trzeci postrzelony, z raną wylotową klatki piersiowej w klatce piersiowej w okolicy serca. Wokół rany toczyła się krew jasno czerwona, bąbelkująca jakby spieniona - zapewne utleniona z płuc - jako medyczka znająca się na pierwszej pomocy z pewnoscią znała ten typ obrażeń. 

Nic poza pojedynczymi ranami, żadnych deformacji mutacji ani tym podobnych głupot, o których usłyszała anielica na temat kopalni czarnej rudy. I to chyba było ważne.

1124
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 23 Listopad 2015, 19:02:48 »
- Oh nie przejmuj się moja droga. - Powiedziała przekrzywiając głowę i patrząc na ciebie. - Najpewniej nawdychałaś się trujących oparów, które wytworzyły te zwierzątka na twój widok bojąc się zapewne ciebie. - Mówiła widząc to przerażenie i strach o siebie. - Jeżeli martwisz się o siebie... nie musisz. każdy człowiek nawet przy braku świadomości działa podświadomie i troszczy się o siebie. Zachowując resztki władzy w ciele zapewne podświadomie ułożyłaś swoje ciało w bezpiecznej pozycji, no chyba ze nawet swojemu ciału nie ufasz... to wtedy mamy obie problem i będziesz musiała mi uwierzyć na słowo, że tak właśnie jest.

Gdy wypiłaś herbatę poczułaś przyjemny smak... słodki, herbaciany smak... taki klasyczny dobry... przeciętny...

- Wiesz czym jestem? - Zapytała nagle dziewczyna stając na przeciwko ciebie przy stoliku. wyciągnęła dłoń i z jej palców zaczęła spływać krew, która płynąc strumieniami zaczęła lać się na ziemię błyskawicznie zastygając... krew wytworzyła ze swojej materii krzesło, takie do siedzenia... płomienna anielica chwyciła za nie, odsunęła i usiadła na nim. - Jestem czymś co tkwi w tobie... nie wiem czy jestem częścią twojej duszy, może wręcz lustrzanym odbiciem i emanacją dokładnie tych cech, które posiadasz i pielęgnujesz, może wypartą zatartą jej częścią a może wręcz twoim przeciwieństwem... może to czym jestem jest tobie całkowicie przeciwne... ale na pewno widzisz mnie dzięki temu zapachowi od tych zwierzątek. Więc jakby nie patrzeć... jestem tobą tylko nie tak dokładnie a raczej jakąś alternatywą ciebie :) więc możemy być wobec siebie szczere. - Mówiła wyciągając dłonie na stole i kładąc je na blacie, oparła się łokciami i wyciągnęła dłonie ku tobie kładąc zewnętrzną stroną na blacie a wewnętrzną do góry. Ewidentnie ruszała paluszkami zapraszając ciebie do siebie, zapewne miała na myśli byś dała jej swoje dłonie, byście je złączyły ze sobą, splotły razem. - Może porozmawiamy? Tak szczerze... od serca... Czego się boisz? - była bardzo bezpośrednia...

1125
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 22 Listopad 2015, 18:53:25 »
Tracąc świadomość, gdy Evening już por az ostatni mrugnęła powiekami i bezwiednie oparła się konar drzewa, dojrzała kwiaty wiesiołków skąpane w jej krwi... ta myśl przysłoniła jej dalszą świadomość, lecz podświadomie odpływając od rzeczywistości usiadła na ziemi opierając się o drzewo w pozycji bezpiecznej dla siebie.

Ostatni obraz, ostatnie wspomnienie które przysłoniło jej świadomość, zatrzymało się utrwalając ten kadr, kapiącej krwi na żółty, piękny kwiat z pręcikami, którego okres zakwitania przypada właśnie na końcowe tygodnie lata wraz z otwieraniem pąków nocną porą... obraz zaczął pękać i fragmenty wspomnienia zaczęły kruszyć się i odchodzić w zapomnienie tej wizji. Pękały kolejno fragmenty zawierające wspomnienie ojca i matki rozsiewając się i pozostawiając czarną pustkę. Rozsypały się tez skojarzenia  narzędziami, siatkami, pracą ojca, ukrytymi miejscami i przedmiotami... ukrytymi zwierzętami... pozostał sam kwiat wiesiołka skąpany we krwi...

Ten kwiat zaczął powoli usychać i również pękać... kruszyć się i tworzyć herbaciane fusy... skupiło to twoją uwagę na tyle, że nawet nie zwróciłaś uwagi, że siedzisz w starych ruinach, że wokół ciebie są resztki murów a zza nich, zaa szczelin i okiennic widzisz wydmy piaskowe, wulkaniczne resztki powstałe po erupcjach wulkanów wybuchach... no istne sceny po kataklizmie wulkanicznym...

Dojrzałaś, ze przed tobą stoi stół, a na niej piękna biała filiżanka ze złotymi otoczkami na krawędziach, zdobieniami... zobaczyłaś jak do gorącej wody wypełniającej tą filiżankę wpadają herbaciane fusy, które jeszcze przed chwilą były kwiatem skąpanym we krwi.

Poczułaś nagły, przyjemny kobiecy dotyk dłoni na szyi i karku, która deliaktnie dotknęła opuszkami palców twojej aksamitnej skóry stając obok i przechodząc przed ciebie do okiennicy. Usłyszałaś dżwięczny i przyjemny, miły, słodki, ale też surowy kobiecy głos.

- Wypij... to twoje wspomnienie.


Powiedziała i oparła się plecami o framugę. dojrzałaś, ze  jej pleców wyrastają drobne skrzydełka, które spowite są wiecznym ogniem, zaś całe jej ciało jak i odzienie obarczone mnogością czerwieni jej odcieni i efektów, jak płynących stożek krwi.

Wszędzie na murach dostrzegłaś też rosnące w zastraszającym i nagłym tempie pnącze róże, które kwitły i broczyły krwią...

1126
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 21 Listopad 2015, 20:54:10 »
Niestety drzewa wokół, ani nic w pobliżu, nie wskazywało na żadną odmienność od normy, nigdzie nie było innych rytów na drzewach, inskrypcji ani deformacji... Jednak Evening poczuła pewien charakterystyczny zapach... intensywny, przyjemny - charakterystyczny i kojarzący się z roślinnością łąk i traw (taki ten... wiesiołkowaty o!).

Evening zaalarmowana spojrzała pod nogi i zauważyła charakterystyczne dziwne stworzenia...


//Przy najdrobniejszym ruchu Evening, zwierzęta te się rozpierzchną i uciekną...

Evening czuła, ze ten zapach to od tych właśnie zwierzątek roślinopodobnych. Anielica zaczęła czuć, że zaczyna powoli tracić świadomość... Jakby zasypiać i nie jest w stanie tego uniknąć.

//Proszę o dokładny opis myśli przed utratą świadomości, zapadnięciem w sen...

1127
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 21 Listopad 2015, 17:45:25 »
Zagajnik rozciągał się na kilka set metrów zakłócając możliwość odbioru i widoku na przestrzał tego co się dzieje za nim. To też Evening musiała się przedzierać wzdłuż gąszczy krzewów i drzew by dotrzeć na skraj zagajnika.

Wydawało jej się bardzo spokojnie gdy coś przykuło jej uwagę... były to drzewa ich konary, a dokładniej wyryte na jednym z nich... wyryty w drzewie symbol.


1128
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 19 Listopad 2015, 22:35:17 »
Sen Evening był jej prywatną rzeczą, którą znała tylko ona i tylko jej umysł, jej świadomość była w stanie ocenić co szczególnie określiło jej wnętrze w tym miejscu, na tej łodzi w tym czasie, gdy zmęczenie tak ją ogarnęło, a może nawet nie śniło się nic? Tak też bywa... ten sen tak potrzebny trwał niespełna trzy godziny i Evening otworzyła swoje piękne oczy, którymi jest zdolna zniewolić nie jedno mężne serce.

Otworzyła je i ujrzała, w oddali na horyzoncie rzeczne rośliny wyrastające ponad taflę wody. A były to takie twory jak turzyce, kaczeńce, czermienie, kruszczyki czy moczarki... szczególnie wyróżniały się bogate w obecność hiacynty wodne, których zapach dominował nad roślinnością nadbrzeżną, szczególnie racząc was swoim charakterem.

Powoli dobijaliście do brzegu, doglądaliście roślinności przybrzeżnej zaś już na ladzie rozpościerał się zagajnik, gdzie co rusz występujące drzewa pozwalały się skryć...

1129
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 18 Listopad 2015, 00:14:10 »
Wynurzające się słońce znad horyzontu powolnie zaczynało o oświetlać nie tylko taflę wody, ale także wasze postacie, których cienie padały na taflę lazurowej, krystalicznie czystej wody. Delikatne fale wywoływane wiatrem powodowały delikatne tańce waszych czarnych prześladowców (w końcu cień to jak jakiś prześladowca pełznący krok w krok za nami).

Spokój. Cisza. Bijące promieniami w twarz słońce. Czyste, bezchmurne niebo... Cisza. Te elementy dominowały wokół was, ustępowały miejsca w czasie rozmowy wybudzając was ze znużenia i swoistej katatonii... Tak Salazar w momentach ciszy ruchowo powtarzał czynności wiosłowania powtarzając znane ruchy schematycznie, bezmyślnie... Zaś jego świadomość uruchamiała się tylko wtedy, gdy stan wokół zmieniał się nienaturalnie... gdy usłyszał głos Evening, gdy zobaczył jej ruch, gdy doświadczył jakiejś zmiany zewnętrznej poza łodzią, co wywoływało na nim wrażenie nagłego wybudzenia ze snu... Evening podobnie, otulona kocami mrużyła oczy zmuszona zmęczeniem i mijającym czasem z brakiem snu... Miniony dzień już i tak był pełen wrażeń i emocji... wymagał swoistej regeneracji organizmu... mimo światłego celu i szczerych, dobrych intencji, rozwiązania problemu i prawie (a wszyscy wiemy co prawie oznacza ha!) ciekawego towarzystwa, które również przysypiało, wymagało oczyszczenia i nie mogło się obyć bez chwili drzemki.

Mimo, ze łódka była mała, a postać anielicy figurą niecodzienną, do której zapewne nie budowano szczególnych łódek wypoczynkowych, to Evening mogła znaleźć dość miejsca, by położyć się w niej, otulić swoimi skrzydełkami i boczkiem jakoś tam przy Salazarze wiosłującym zmieścić...

A Salazar... pracował więc aktywność ruchowa nie pozwalała mu usnąć, jedynie bardziej go wykańczała energetycznie...

//Evening Antarii: Z powodu zmęczenia tracisz 1 finiszer z każdej znanej tobie specjalizacji walki. Tracisz 1 inkantację z dostępnej tobie puli inkantacji, ponadto każda czynność magiczna wymagająca inkantacji wymaga zdwojonej ilości inkantacji, do momentu odbycia przynajmniej 2 godzinnego snu.

//Salazar Trevant: Z powodu zmęczenia tracisz 2 finiszery z każdej znanej tobie specjalizacji walki. Tracisz 2 inkantacje z dostępnej tobie puli inkantacji, ponadto każda czynność magiczna wymagająca inkantacji wymaga zdwojonej ilości inkantacji, do momentu odbycia przynajmniej 4 godzinnego snu.

Oddalaliście się już znacząco od lądu, pomost wraz z brzegiem i zajazdem zniknął za wami, zaś przed wami nadal nie było widać lądu... wszakże znajdowaliście się w najszerszym punkcie rzeki, który to był ogrodzony tamami tworząc basen, niemniej jednak wymagał wiele pracy by przebyć na jego drugą stronę. Płynęliście już 3 godziny, by znaleźć się w tym miejscu, w połowie drogi na drugi brzeg. Płynęliście po skosie, co by uniknąć spotkania z właściwym miejscem z którego nocą świecił lazurowy płomień... Słońce już było wysoko gdy zmęczenie szczególnie was dopadało.

//Jest 1.03.22 godzina 9:00. 

1130
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 16 Listopad 2015, 01:47:17 »
Swobodnie szliście ku pomostowi i zauważyliście, że rozmowa między wami, rozmowa z karczmarzem i czas który mijał w waszym towarzystwie po woli aczkolwiek nieubłaganie mijał. Pora dnia zbliżała się do pory wschodu słońca, która w ostatni dzień ciepłych dni następowała...

Nocne niebo ustępowało, a powstała zorza na niebie blakła wraz z jaśniejącym z każda minutą niebem.

Dotarliście na pomost, skąd ludzie już się oddalali wracając do karczmy... Gdy w końcu weszliście na pomost pozostaliście na nim sami mogąc delektować się oglądaniem wschodu słońca... chociaż pewnie nie to było w waszych myślach i zamiarach.

Nie dane było wam oglądać "lazurowego płomienia", jednak oboje, już w pierwszych promieniach słońca dostrzegliście kontury małych łódek i szalup...


Białe, zadbane, odświeżone... no nówki niezniszczone wsiadać i płynąć...

1131
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 12 Listopad 2015, 21:03:50 »

Zajazd nocą szczególnie wabił urokliwym wyglądem, odbijającymi się światłami z okien w taflach oczek, drobnych stawików i wodospadów, które okalały wejście do gospody. Piękne nocne nie bo na którym połyskiwały zielono fioletowe barwy, być może zorza, być może odbijający promienie światła pył... kto wie... jednak ten widok na zewnątrz, widok nieba wyciągnął wszystkich gości z gospody pozostawiając ją pustą, z jednym drobnym wyjątkiem.

W gospodzie przez okno Evening i Salazar idąc wzdłuż witryn, mogli dojrzeć jedną osobę, która załzawiona siedziała przy szynkwasie jednak po stronie gości a nie właściciela... Był to karczmarz, który łkając siedział an wysokim, barowym krześle zapierając jedną nogę o podpórkę, drugą o posadzkę, wspierając się łokciem na blacie mając oparte drugą dłoń o kolano... łkał, a łzy płynęły po policzku niczym strumienie słonej morskiej wody. Zbliżając się do drzwi słyszeliście jego zawodnicze wołania pełne lęku, ale też żałości i boleść i... Przepraszam... Przepraszam... Zawodził w szlochu wiedząc... że la da moment dosięgnąć może go zasłużona kara...

1132
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 09 Listopad 2015, 19:44:50 »
Evening Antarii i Salazar Trevant przeciskając się wśród tłumu dojrzeli w końcu trzy jednostki rozrzucone po cąłym kompleksie, które wydały się odstawać wizerunkiem od naturalnej strefy gości tego zajazdu.

Oboje rozpoznali wśród nich osobę przebraną za karczmarza... Salazar Trevant ujrzał miejskiego bibliotekarza z Hessein... Evening Antarii zauważyła dziwnego Tajemniczego Jegomościa.

Karczmarz stał u drzwi zajazdu samotnie wpatrując się zatrwożonym wzrokiem w niebo. Gdy z oddali dojrzał żywego Salazara Trevant i Evening Antarii idących z zagajnika , gdy zauważył, że są ÂŻYWI z dłoni wypadła mu polerowana szklanka. Jak gdyby nigdy nic obrócił się na pięcie i spokojnym krokiem, jednak przerażona miną obrócił się na pięcie i spiętym krokiem wymuszenie powolnym ale żwawym wszedł do środka budynku i zamknął drzwi za sobą. - a po jego ruchach było widać, ze coś tu nie gra...

Bibliotekarz ujrzał z oddali będąc na pomoście na tyłach gawiedzi Salazara oraz Evening Antarii. Salazara siłą rzeczy znam, zaś Evening kojarzył z legend i opowiadań. Będąc daleko zaczął do nich machać rękoma i zapraszać gestami do siebie. - był to prosty człowiek, bogaty ale prosty, z natury bezpośredni i szczery, a jednocześnie życzliwy i prawdomówny... widocznie lektura ksiąg nie wyrobiła u niego postaw tajemniczości i skrytości!

Tajemnica, zakapturzona postać skryta pod grubym płaszczem... - latem, w ostatni upalny dzień w worku zakrywającym całe ciało czernią powodując niemal "gotowanie się" osoby pod płaszczem... no było to coś nienormalnego i niecodziennego. Jego jednak dojrzała Tylko Evening, jego osobę podpowiedziała jej anielska intuicja, nie umiejętność, tylko taki... szósty, kobiecy zmysł. ta tajemnicza postać czaiła się na dachu zajazdu, skryta za kominem. Machał dłonią zapraszając Evening do siebie tak, by Salazar go nie dojrzał.


1133
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 08 Listopad 2015, 21:05:34 »
Gdy mijaliście kolejne metry lasu, zagajnika, gdy oddalaliście się od makabrycznych ostatnich scen, które pełne były martwych ciał, rozsypanego szkieletu, mordu na niewinnej dziewczynce, agresji słownej i chamstwa Annara, towarzyszyło wam niezwykle niespokojne i aktywne niebo ponad koronami drzew...


Nie było ono z natury aktywne, gdyż każdy wiedział, ze ruch nieboskłonu nie jest codziennością, a to co na nim widać to nieruchoma często tafla, na której wędrują już tylko latające meteory czy komety, księżyce, słońce czy planety widoczne jedynie w piękną czystą gwieździstą noc z pełną aparaturą, a tak naturalnie nie dostrzegamy naocznie różnic i zmian... nie jesteśmy ich świadomi.

Dzisiaj spoglądając w niebo Evening i Salazar mogli dojrzewać wielu magicznych chwil, nie tych refleksyjnych bo to już ich indywidualna sprawa co oni sobie myśleli w tym czasie. Jednak wspólnie mogli dostrzegać to na przykład, ze teoretycznie piękne czyste niebo, bezchmurne, powinno w tej porze roku obrazować pięknem i czystością, nieskazitelną mocą gwiazd. Tak nie było. Kilkadziesiąt minut... może godzinę od eksplozji czegoś an niebie, która była niczym zabawowe ognie, fajerwerki czy pokazy magicznych sztuczek w okresach świątecznych. tak teraz ujrzeli coś, co naturalnie dostrzegać powinni w okresie Hemis, późnej centralnej Hemis...

Dostrzegli mieniącą się łunę na niebie mknącą liniami i pasmami w wielu barach na których dominował zielony-szmaragdowy, czy też fioletowy-fiołkowy. Te barwy dominowały działając na wszelkich widzów.

Zmiany nie były tak gwałtowne ja pierwsze, gdy nastąpiła bezdźwięczna eksplozja", nie... po prostu dynamicznie pogoda wyprawiała figle dając złudzenie... a może poprawne odczucie aktywności przyrody i natury, naturalnego stanu rzeczy i - co najważniejsze - poczucie bezpieczeństwa, żeby nie martwić się tym co było, lecz cieszyć tym co jest.

Niemniej jednak pierwsze co dwójka idąc lasem dostrzegła najpierw to budynek wkomponowany w krajobraz dziwnie ukształtowanych terenów, by dostrzec mnogą ilość mostów nad skąpymi strumykami, a następnie w oddali tuż przed zajazdem długą rozległą plażę ciągnącą się wzdłuż zerwanych tamami rzek, w dalekie krańce. Oboje jednak Evening i Salazar dostrzegli u fasady zajazdu ciągnący się w głąb wytyczonego rejonu rzek pomost, na którym stało kilkunastu ludzi żywo rozmawiających ze sobą... ale nie było w tym strachu... nie byli jacyś szczególni... na pewno bogaci - żaden biedak nie trafia do tego Zajazdu z kwestii finansowych. Dojrzeć mogliście bogato ubranych szlachciców opierających się o ozdobne drewniane laseczki, czy piękne panie w zwiewnych sukieneczkach i z drobnymi parasolkami... tak parasolki nawet nocą, gdy słońce nie świeci, czy gdy deszczyk nie pada były modne w tym sezonie wśród starczej elity szlacheckiej!

1134
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 08 Listopad 2015, 07:15:43 »

- ÂŻałuję, że do tego musi dojść... oboje będziecie cierpieć za swojego życia. Oferta jest już nieaktualna... nawet aniołowi potrafię zapewnić wieczne cierpienia. - mówił gdy zaklęcia ujawniły się z obu stron, nawet za jego plecami. był pod bariera mrotokinetyczną, więc nawet próba ataku spełzła by na niczym, jednak akt sprzeciwu wobec jego prośby był gorszy, niż uderzenie zaklęciem. Ten 337 letni Elf odczuł jak jego serce pęka, że ktoś odważył się sprzeciwić jego woli i odrzucić łaskawą ofertę! Uderzył laską o ziemię wbijając ją delikatnie w glebę, lecz nie miał takiego zamiaru, liczył na "efektowne stuknięcie" - zapomniał, że są w zagajniku! Jego postać niczym mgła rozmyła się w powietrzu dematerializując... znikając dwójce z oczu.

Zaklęcia Evening i Salazara w ostatniej chwili, przed posłaniem przygotowywanych w dłoniach czarnych magów zaklęciach w formie pocisków śmierci, uśmiercając magów a jednocześnie powodując destabilizację zaklęć w ich dłoniach, co spowodowało niekontrolowane wybuchy. Evening stojąca bliska poczuła, ze szarawy dym złożony z popiołów ogarnął obie postacie, była zdolna nawet to wyczuć węchem, czuła odór, który często unosił się z kominów, w których jawiło się palenie węgla... było to charakterystyczne pylne zjawisko...

Dwoje żywych magów posłało w kierunku Salazara pociski zaklęć, lecz ten odskakując za drzewa, pociski zmieniły tor lotu uderzając w bliską jemu przeszkodę.

Pociski zderzyły się w konarem drzewa spopielając w miejscu i podstawy drzewa pień, co spowodowało, że drzewo nagle i gwałtownie zaczęło spadać, spadać w kierunku dwójki magów, - byli daleko od drzewa, 25 metrów, Evening tak samo, więc spadające drzewo wam nie grozi...

Jeden z czarnych magów obrócił się na pęcie i widząc blisko siebie Evening, zerwał z zawieszony fragment kości i trzymając je w dłoniach zaczął słać energię do kości.

Po kilku chwilach z małego fragmentu kości przed nim stał pełnoprawny szkielet... cały z kości mający jednak ząbki i szpony zdolny atakować bez broni! Posłał szkielet do ataku na Evening.

Drugi czarny mag mortokinetyczną energią uniósł swoje ciało sprawiając wrażenie lewitacji - miął taką możliwość. Jednocześnie wniknął w świat astralny, gdzie nagle przybyły dwie nowe dusze - ujrzał ich razem 7. Wybrał duszę małej dziewczynki, Oktawii i zaczął wnikać w jej duszę, oddziaływać na nią, słać do niej mroczną energię nadając jej cel istnienia w świecie materialnym pod postacią zjawy. tak nagle ponad ciałem martwej dziewczynki zastygłej w śmierci, spopielonej zaklęciem pojawiła się zjawa wyglądająca dokładnie tak jak ona... jednak nie materialna - z żądzą mordu rzuciła się na Salazara, który stał za konarem zniszczonego drzewa...

1x Czarny mag - w odległości 4 metrów od Evening, 25 metrów od Salazara. Skupił uwagę na Evening i przyzwał szkieleta.
1x Szkielet - w odległości 4 metrów od Evening, 25 od Salazara. Zaatakował Evening.

1x Czarny mag - w odległości 10 metrów od Evening, 19 metrów od Salazara. Zmierza do Salazara i skupił na nim uwagę. Przyzwał zjawę.
1x Zjawa - w odległości 4 metrów od Salazara, 25 od Evening. Zaatakowała Salazara.

1135
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 07 Listopad 2015, 22:07:40 »
Dziecko słysząc Evening jej teorie, a potem dziko próbującego uspokoić Evening Salazara, który "ugryzł" jeszcze rękę Evening, miało dość ich obu i chciało samo uciekać, zaś modulacja głosu znalazła wyjaśnienie - dziecko solidnie beknęło, by po chwili się urokliwie roześmiać.



- Jesteście okropni... mam na imię Oktawia, bo byłam ósmym dzieckie... - I w tym momencie stało się coś okropnego.

W momencie, gdy dziecko się przedstawiało i urokliwym, miłym dźwięcznym głosem tłumaczyło czemu takie imię, dojrzeliście jak z oddali w jej skromne i wątłe plecki uderzył pocisk, a jej ciało w klatce piersiowej od strony pleców wręcz na wylot zaczęło gnić na popiół... Zostało uderzone zaklęciem pocisku śmierci, które spowodowało takie obrażenia dokonując mordu na niewinnym bezbronnym dziecku.

Dziecko bezwiednie padło na kolanka, by po chwili wyzionąć duszę. Salazar oraz Evening mogli dojrzeć jak w tej ostatniej chwili z dziecka upływa ostatnia iskierka życia, pełnego jeszcze nadziei i pragnienia życia. Gdy wesołość i radość szczęśliwej i nie znającej bólu istoty upływa w nieokiełznany bezkres. Oboje mogli poczuć, ze to ostatnie tchnienie było skierowane do nich, by zapamiętali ją, oboje, razem.

Lądując na ziemi z ręki wypadł jej ten złoty kwiatek... a była to zwyczajna krystaliczna figurka, która świeciła własnym światłem... przypominała szkło, które świeciło blaskiem słońca... miało jeden kwiat oraz dwa pąkujące po bokach... jednak nie było czasu dokładnie się przyglądać...

Z mroku w oddali wyłoniło się 5 osób, które niczym powitalny szpaler wojskowy wyłoniły się stając w równej linii.

Evening od razu rozpoznała osobistość w centrum... był to Annar w towarzystwie czterech czarnych magów. oparł się o swoją laskę, która uprzednio Evening wytrąciła mu z rąk i zapierając się o nią (laskę) pochylił się do przodu wpatrując w tą dwójkę.


- Och cóż za nieszczęście nie trafiłem... - mówił parszywie nie ukrywając fałszu i ułudy tych słów, które skrywały tyle sarkazmu ile można tylko pomieścić w 6 słowach odpowiednio intonując i ukazując brak jakiegokolwiek sumienia w stosunku to utraty nieskazitelnego życia, którego się dopuścił. Westchnął w końcu. - Niestety... źle wywróżyłem przyszłość... udało mu się przeżyć, a tobie go odnaleźć... I jeszcze pozwoliłaś mu się pocałować... temu... temu zwierzęciu! - Wrzasnął pełen złości i agresji, w głosie można było wyczuć mnogą ilość gniewu i zazdrości, bólu i cierpienia przesiąkniętego goryczą i brakiem opanowania. Słowa kierował do Evening kompletnie ignorując Salazara, nawet nie spojrzał na niego, bowiem z natarczywością i uporem spoglądał na Evening. - Zostaw go i chodź do ans... tylko my jesteśmy oparciem i źródłem bezpieczeństwa! zostaw go i daj go zabić! - mówił niemal z rozkazem wyciągając do Evening dłoń, oczekując, że przyjdzie do nich i się opamięta.


Czterech czarnych magów stojąc po bokach Annara uniosło kostury w górę i zaczęli przygotowywać się do ataku zaklęciami w Salazara, ale także i Evening, jeżeli waży się odrzucić ofertę dowódcy, Annara.

4x Czarny Mag stoją w odległości 25 metrów od was, w linii ustawieni jeden obok drugiego... przygotowują się do ataku zaklęciami...
1x Annar stoi 25 metrów od was po linii prostej...

1136
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 07 Listopad 2015, 18:39:51 »
Mała dziewczynka podeszła parę kroków do was i zaczęliście czuć w sobie delikatny niepokój. Nie wiedzieliście dokładnie czym był spowodowany, jednak podpowiadała wam to intuicja... czuliście, ze jest to zbliżająca się energia magiczna...


- No straaaaszni... tak się gryziecie po twarzy, zjadacie i w ogóle... to okrutne! - Mówiła z oburzeniem machając rączkami bez opamiętania jakby pretensje pokazując, a na jej twarzy pojawił się smutek, lecz w końcu zmarszczyła nosek i się serdecznie uśmiechnęła, a jej wielkie zielone oczy spoglądały na was z szczerą fascynacją. - Moi rodzice nie żyją, zmarli wiele lat temu... - odpowiedziała i nagle zrobiła taką minę: :o . - Paaani ma szkszydua! - i mina jej nie opuszczała, a szczególnie u wypukły się błędy wymowy dziewczynki, co sprawiało, że było to niezwykle zabawne.

Z zaciekawieniem spojrzała na Salazara i... w nim nie dostrzegła niczego ciekawego, więc podbiegła do Evening.
- Ja bym chciałam, by było mi w życiu dobrze... - Zaczęła mówić, lecz jej głos nie brzmiał naturalnie...

1137
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 07 Listopad 2015, 15:21:39 »
W czasie, gdy dwójka zafascynowana sobą pod wpływem wzbudzenia sytuacją, będąc sami w zaciszu, nie byli świadomi, co dzieje się w innych miejscach, które były nie bez znaczenia w obliczu wydarzeń, które dotknęły ich dzisiejszego dnia...

Rzeczywiście, słońce zaginęło za horyzontem a promienie słońca rozświetlały już ulotne elementy błękitu nieba, natomiast większość nieboskłonu skrywała już czerń i ciemny błękit, na którym ujawniał się blask płonących ogników gwiazd oraz dwa wielkie księżyce raczące widzów pięknem swojej okazałości w dni przesilenia, a jako ostatni dzień ciepłej pory i nadchodzące ciut chłodniejsze wieczory był momentem przełomowym, niezwykłym chodź niekiedy tylko datą się zmieniał - tak dziś obrazowały to pełnie obu księżyców.

//Pomost i Lazurowy płomień...

Na pomost przed zajazdem, przez plażę wyszli wszyscy goście zajazdu, by dojrzeć to, na co zapraszał dzisiaj Salazar, pannę Evening, chodź oboje nie byli świadomi tego, co miało nastąpić tego dnia - mimo ich nieobecności.

Z pomostu poprzez wijącą się nad taflą basenu mgłę po raż kolejny jak od wielu dni przejawiał się błyskający "lazurowy płomień", który był niczym latarnia dla łodzi pokazując za nocy, gdzie dokładnie leży brzeg basenu... lecz nikt nigdy nie sprawdzał tego miejsca i każdy tak tłumaczył istnienie tego światła. Było ono piękne, pulsacyjne i objawiające piękną jasną barwę na tle czerni, która nie tylko dawała obraz, ale też pulsowała i tańczyła wśród oparów gęstej mgły.

Dzisiejszej nocy w ten pamiętny dzień ostatniego "ciepłego" dnia, wiele par zebrało się na moście spoglądając na tańczący za mgłą płomień by nagle zatrwożyć swoje serca... z oddali usłyszano dźwięki i trzaski, ciche pęknięcia, by po chwili tafla wody została wzburzona niewielkimi rosnącymi w oczach falami. zaś kilka sekund później po zbagatelizowaniu tego wszyscy poczuli drżenie pomostu i ziemi...

Wytrwali, którzy nie zaczęli panikować dalej patrzący w lazurowy płomień dostrzegli nagły wybuch i lazurowy płomień niczym strzała, snop światła trysnęła w kierunku nocnej tafli nieba, by zacząć rysować trwożący i mrożący krew w żyłach obraz, który zawisł nad jeziorem niczym widmo kataklizmu.


Na niebie, jego "pustej części", pojawiła się błękitna kula spowita ogniem, przez którą zaczęły przeciskać się białe żyłki tętniące na kuli. po chwili cały obraz zaczął ewoluować i dygotać, w apogeum sytuacji kula pękła dzieląc się na 7 takich samych części i pomknęły w 7 różnych kierunków świata, nad głowami widzów tego zajścia. Nikt nie wiedział ani jak daleko, ani gdzie... tylko garstka osób wiedziała natomiast skąd, garstka osób będąca na pomoście.



//Zagajnik, Evening Antarii i Salazar Trevant

Zajścia jakie miały miejsce na pomoście były również dostrzegalne z zagajnika, lecz tylko dostrzegalny był promień, który niczym błękitna spadająca gwiazda gigantycznych rozmiarów przemknęła po nieboskłonie nad ich głowami, sprawiając wrażenie spadającej gwiazdy...

Po chwili usłyszeliście głos za wami...


- Wy dorośli, jesteście straszni... - Powiedziała mała dziewczynka przyciszonym głosem pełnym przerażenia, zohydzenia, wybałuszając oczy na was, trzymając złoty, połyskujący kwiatek w dłoniach, błyszczący jak gdyby światłem.

1138
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 04 Listopad 2015, 17:13:53 »
Evening Antarii już w oddali dojrzała miejsce, gdzie łączyły się dwie rzeki, Elroiz i Amertodon... A w tym miejscu dojrzała też Zajazd wraz ze wszystkimi atrakcjami mogła oglądać go z nieba, zaś jej nikt nie widział, bowiem wszyscy byli już w zajeździe, a słońce chyliło się leniwie ku zachodowi.

Zajazd "Pod rozdygotanym Starcem


Zajazd "Pod rozdygotanym starcem"... nazwa rozbraja nawet najśmielszego kartografa mającego opisać to miejsce, więc wybaczcie i mi, że nie potrafię inaczej rozpocząć jej opisu niż od takiej dygresji "kto wymyślił tak durną nazwę" dla umiejscowionej gospody wraz z noclegownią w Gminie Tykon księstwa Efehidon. Dokładne jej umiejscowienie można opisać jako miejsce, w którym spotykają się dwie rzeki, Amertodon i Eloriz tworząc jedność mknącą do oceanu. To właśnie w ujściu Elroiz do Amertodonu, w tym malowniczym miejscu pełnym gości i wielbicieli malowniczych i estetycznych doznań powstała gospoda spełniając oczekiwania zamożnych gości.

Gospodę oraz Plażę również widziała... dojrzała również zagajnik za gospodą, gdzie nadal wśród drzew dostrzegalnym był Salazar klęczący nad zwłokami wraz z krzyczącą jego imię papugą Mary...


Przy szlachcicu podżegaczu Salazar znalazł wypisaną serię imion i nazwisk... w dziwnej kolejności...

Cytuj
~ Silion Erenus aep Mor,
~ Patricia Morii (de Drake),
~ Evening Antarii,
~ Salazar Trevant,
~ Devristus Morii,
~ Lucas Paladin,
~ Funeris Venatio,
~ Elrond Noldor
~ Rakbar Nasard
~ Dragosani Antares
~ Gunses Cadacus

Salazar znał tą listę... znał jej pierwszą połowę... sam ją pisał... ciekawe...

1139
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 03 Listopad 2015, 23:48:32 »
- Do zobaczenia o najpiękniejsza. - Powiedział kłaniajac się uniżenie i widok rozpostarcia skrzydeł...

Ten moment był czymś co wstrząsnęło całą stolica królestwa... nikt nie spodziewał się, nikt z obywateli, szlachciców, czy chłopstwa przybyłego z okazji nadchodzącego festynu, że Evening Antarii... szlachcianka znana z dzielnicy obywatelskiej, chociaż ostatnio zmieniła miejsce zamieszkania na bogatsze rejony... no i poznano jej wdzięki na ostatnim publicznym festynie, gdy zagościła na placu zamkowym przyodziana w piękną, wystawną bogatą suknię... nikt nie spodziewał ujrzeć jej wdzięki w locie na niebie dostrzeganym w stolicy.

Każde machnięcie wielkimi skrzydłami zamiatało ogromne pokłady powietrza pod ciało wzbijając rycerzycę-anielicę w powietrze. Jej pięknie wyprofilowane ciało wzbijając się w górę wywołało takie poruszenie, ze prace w stolicy zamarły, zaś wzrok każdego mężczyzny, kobiety jak i dziecka, spoczęły na niej budząc zachwyt i poruszenie. Evening unosząc się nad stolicą i zmuszając swoje ciało do wysiłku, zwłaszcza wielkie skrzydła mogła spoglądać na mieszkańców stolicy... a jeżeli tak było, to dostrzegła, ze na jej widok każdy mieszkaniec i gość stolicy oderwał się od pracy i zaczął biec w jej stronę... było to coś co budziło zachwyt wśród ludu. Gdy barierki dzielnic, płoty, mury i inne ograniczenia zatrzymały ich, wyglądali w niebiosa i klaskali w dłonie... wołali i krzyczeli z zachwytem śląc pozdrowienia...

Być może Evening nie zależało na popularności... może nie chciała poklasku i takiego postrzegania... jednak nie dość jako nieprzeciętna piękność, bowiem takie są nasze wspaniałe królewskie bohaterki (kto wam ściemniał, ze narrator ma być obiektywny? O.o Nie musi... ), to Evening różniła się od nich znacząco... tak i wyglądem, fryzurą, włosami a w szczególności charakterem i odmiennością poglądów, które skrzętnie skrywane dzieliła wyłącznie z wybranymi bądź tak jak dziś pod wpływem emocji i wzburzenia... wracając jednak do lotu... Evening musiała odczuć, jak pozytywną energię w społeczności wzbudziło jej dostojeństwo. nie była potrzebna zdobiona suknia... nie był potrzebny czerwony dywan, lepsze od innych krzesło, czy jakiekolwiek wywyższenie ponad innych. Wystarczyło, by Była tym kim jest, by każdy odczuł jak cenną osobą, jakim niebiańskim cudem była ona, anielica, która w pogoni przemierzała nieboskłon korzystając ze swych skrzydeł, a lud wiedział, że czyni to nie bez powodu - "To anielica, służka boga nadziei! Wspaniała kobieta! i jaki splendor i majestat!" - mówił każdy patrząc na niż pokazując swojemu dziecku osoby, które ratują ich każdego dnia... nie tak bezpośrednio, lecz pośrednio utrzymując naród kraj w nadziei.

Być może Evening nie lubiła "popularności i populizmu", jednak chcąc nie chcąc świadomość bycia potrzebnym, bycia obiektem fascynacji i nadziei wypełnia nasze dusze radością i nadaje życiu cel... z pewnością Evening musiała poczuć się potrzebna tej społeczności, gdyby nie byla, to by jej nie pragnęli.

Evening musiała dokładnie odtworzyć sobie informacje by dobrze skorygować kurs lotu...



Wzięli i zdechli no.

1140
Zakończone wyprawy / Odp: Lazurowy płomień
« dnia: 03 Listopad 2015, 21:38:25 »
- Panno Evening... przecież siłą pani nie ciągnę do siebie... Jeżeli naprawdę nie interesuje pani spisek władzy i okupanta, może samego Meaneba, który zaczyna infiltrować władzę, gdy zło ogarnia nasze państwo i dokonuje rozkładu, jeżeli nie interesuje pani to, by uratować nasz kraj wspólnie z nami... to nie zatrzymuje pani... tak jak nie ciągnę pani łańcuchami. w każdej chwili może pani wyjść, wiemy ze jest pani godna szacunku i uznania mimo... moim skromnym zdaniem błędnej oceny i trochę... zbyt liberalnego podejścia... my jesteśmy bardziej tradycjonalni i konserwatywni... No i tak to był... ktoś kto nie żyje już nigdzie nie należy a o tej porze to już... nie ważne to i tak nic nie ważny człowiek.

- Jeżeli naprawdę nie chce pani ze mną rozmawiać... Gdy dostrzeże pani fakt i zauważy to, że organizacja terrorystyczna pod kryptonimem GTW trzęsie królestwem i zmienia je na swoją modłę doprowadzając krok po kroku do upadku naszej monarchii... to niech pani mnie znajdzie Annara, albo naszego przywódcy, Urta Enera.

- Nie zatrzymuję pani siłą... Mam nadzieję, ze nie zmasakrowani mu zanadto ciała, może przy pochówku z pompą i paradą się spotkamy... dopilnuję za wszelką cenę by go wreszcie zakopano. "Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera, nic nie utraci ten, co nie miał nic, ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota, nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni..." - nucił idąc na przód i spoglądając czy Evening się wreszcie zdecyduje by go wysłuchać, czy jednak odejdzie... W końcu... albo odrzucimy uprzedzenia w kąt... albo zawsze będą powracać gnębiąc nas po wsze czasy!

Strony: 1 ... 55 56 [57] 58 59
SMF 2.0.15 | SMF © 2017, Simple Machines
Enotify by CreateAForum.com

DarkBreak by DzinerStudio
Copyright 2005-2014 Tawerna Gothic - Oficjalny Polski serwis o grach z serii Gothic. Wszelkie prawa zastrzezone.