Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Egbert

Strony: [1] 2 3 ... 12
1
To z tym gwałceniem dzieci komandor pojechał. Egbert wykrzywił się w paskudnym uśmiechu, bo jakoś nie widział Melkiora spełniającego tę część groźby. On sam też wolał dorosłe kobiety. Ważne jednak, że słowa elfa podziałały. Jeśli zaś mowa o sprawach tyczących się chędożenia, to widok tamtych elfich niewolnic nieźle pobudził wyobraźnię rudobrodego. Po krótkiej walce wewnętrznej postanowił jednak nie wyruszać na poszukiwanie taniego burdelu. Jakby nie patrzeć, byli na nieprzyjaznym terenie. Teraz Mehmet się ich bał, ale kto wie czy do wieczora mu nie przejdzie i nie podejmie przeciwko nim jakiś działań. Kiepsko byłoby, gdyby jego siepacze zastali wtedy Bękarta ze spodniami spuszczonymi do połowy i bez miecza pod ręką. Szeregowy postanowił zatem nie opuszczać gardy i nie tracić czujności. Zamiast szwendać się po okolicy wrócił grzecznie na statek. Poużywa sobie po powrocie.

2
-Dogadani? To z tymi obszarpańcami można się jakoś porozumieć?
Zapytał wpatrując się w stojący przed nim kielich wina. Wlepił w niego wzrok żeby nie patrzeć na elfki. Ostatnio trochę pościł, dlatego ich nagość za bardzo go teraz rozpraszała.
-I kim jest wasz Bailif? Wy wiecie trochę o nas, my o was prawie nic. Klan Węża, chanaty i kaganaty nic mi nie mówią.

3
Egbert, podobnie jak jaszczur, również się trochę zawiódł. Starał się jednak nie tracić czujności, może szef tej bandy będzie twardszy niż jego sługusy. W końcu ktoś kto porywa ludzi z ich domów, a następnie znakuje jak bydło i sprzedaje innym do pracy ponad ich możliwości musi być niezłym skurwysynem. Żeby podkreślić wagę słów Kazmira, Bękart splunął flegmą niedaleko butów urzędnika i oparł dłoń na rękojeści miecza. Później ruszył wraz z resztą w głąb lądu. Po drodze rzucił okiem na niewolników. Ciekawiło go skąd ich sprowadzają, może w ich wyglądzie znajdzie jakąś wskazówkę.

4
Egbert zawczasu sprawdził czy jego miecz gładko wychodzi z pochwy i poprawił pas. Później ściągnął z pleców aema i, tak zapobiegawczo, załadował broń trzema pociskami. Nie zamierzał do nikogo strzelać jeśli nie otrzyma takiego rozkazu, ale coś u podpowiadało, że takowe polecenie może wkrótce paść. Wolał dmuchać na zimne, piraci znani byli ze swojej nieprzewidywalności. Statek zbliżał się do osady.
-Kto obiera sobie węża za herb?- Zamarudził pod nosem. -W sensie, po co komu pełzający gad, kiedy do wyboru są lwy, niedźwiedzie, smoki i inne mantikory.

5
Egbert widział już zarys osady, jednak bez lunety nie mógł dostrzec żadnych szczegółów. Nie pomagało mocne wychylanie się za reling, ani zasłanianie oczu przed słońcem.
-Ten Yorgen... Może sprawiać kłopoty? -Zapytał Domenicka.- Z tymi z Doral nigdy nie wiadomo. Podobno na wyspie żyją głównie piraci, bandyci i inne szumowiny.

6
Zakończone wyprawy / Odp: Wkurwiony mag
« dnia: 17 Czerwiec 2019, 10:54:15 »
//Zostałem pominięty w spisie uczestników i przy rozdawaniu talentów  :(

7
Egbert tym czasem stał na dziobie opierając się o reling i szukał potencjalnego zagrożenia. Niekoniecznie musieli to być piraci lub inne wrogie jednostki. Rudobrody wypatrywał też nadchodzących sztormów, czy wielkich fal. Niektóre z nich, szczególnie te wywołane przez podwodne trzęsienia ziemi, potrafiły być naprawdę niebezpieczne nawet dla większych okrętów. Jak na razie, ocean wydawał się być jednak spokojny. Bękart żałował trochę, że nie mają tutaj bocianiego gniazda. Szkoda, Betsy na pewno nie zaszkodziłby jakiś lepszy punkt obserwacyjny. Niektórzy członkowie załogi zaczynali już schodzić się na obiad. On dołączy za chwilę. Nie żeby wzbraniał się przed kuchnią Szeklana, jaszczur okazał się być wcale nie najgorszym kucharzem. Po prostu czuł, że musi jeszcze trochę postać na warcie. Jedzenie akurat zdąży mu ostygnąć.

8
Egbert chętnie podążył za głosem elfa. W brzuchu burczało mu już od dłuższego czasu, dlatego zje wszystko co tam tylko Szeklan zdołał ugotować. Powątpiewał trochę w zdolności kucharskie jednorękiego jaszczura, ale kto wie? Smaczny posiłek z pewnością będzie niespodzianką, ale za to przyjemną.

9
Egbert z zasady nie pił w pracy, dlatego gdy Kazmir rozlewał alkohol powstrzymał go gestem przed nalaniem mu pełnego kufla. Dostał więc piwa co najwyżej na jeden toast. -I na pohybel skurwysynom.- Powiedział łapczywie wypijając swojego skromnego łyka.
-Widzę, że twoje piwo cieszy się zasłużoną sławą.

10
-Długo będziemy płynąć? Tydzień, dwa?- Zapytał Kazmira, już po tym jak załoga uporała się z przygotowaniem statku do wypłynięcia. Rzecz jasna, Egbert też pomagał. Znał się nieco na żeglarstwie, miał okazję trochę w życiu popływać, nigdy jednak samemu nie dowodził okrętem. Dlatego też nie potrafił dokładnie ocenić czasu jaki potrzebny był by dostać się kogą na Ignis Terra, chociaż znał odległość i średnią prędkość statku.

11
-Tak jest, sierżancie.- Skinął głową draconowi. Jak dla niego Torstein zrobił się ostatnio trochę przewrażliwiony, ale Egbert nie zamierzał go oceniać. Ani tym bardziej wdawać się w dyskusję na ten temat.

12
-Płyniemy przeprowadzić rozpoznanie walką na nieznanym terenie będącym pod całkowitą kontrolą przeciwnika. Czyli musimy wylądować na Ignis Terra, spuścić wpierdol tamtejszym dzikusom i przy okazji dowiedzieć się o nich czegoś więcej, żeby później możni mogli wymyślić jak sprawić żeby przestali zagrażać wyspie. Bo całego Ignis raczej teraz nie oczyścimy.- Wyjaśnił Egbert. -Chociaż może...- Dodał po chwili spoglądając na dracona.

13
-Z taką kompanią to nie strach. Jak się zapędzimy, to rozwalimy połowę Białej Hordy.

14
-Nie planuję ginąć. Płynę żeby wzbogacić ich trochę kulturowo. Na początek pokaże im jak powinno się walczyć.- Odpowiedział. -No i potrzebuję się trochę wyżyć, bo ostatnio ominęły mnie dwa duże starcia na Vrih. Wykonywałem wtedy niebezpieczne misje z dala od pola walki, niczym bohater jakieś powieści. Wiesz, jednej z tych, gdzie na początku zawsze walczą ze szczurami w piwnicy i tak dalej.

15
Pewna śmierć? Niewielkie szanse na sukces? No to Egberta nie mogło tam zabraknąć. Wprawdzie samobójcą to on nie był, ale jedno wiedział na pewno. Nie rozwinie się i nie nauczy niczego nowego, jeśli przez całe życie będzie wykonywał tylko standardowe misje. Dlatego wyznawał zasadę, że od czasu do czasu trzeba było rzucić się na głęboką wodę. W tym przypadku rudobrody miał to zrobić niemal dosłownie, bo do przepłynięcia był ocean. Ciężko znaleźć jakiś głębszy zbiornik wodny, ale na szczęście najemnik nie będzie musiał pokonywać go wpław. Chociaż pływakiem był całkiem niezłym. Wszedł na pokład, a deski zajęczały pod jego nogami jakby miały zaraz pęknąć. Wpierw uścisnął prawicę Kazmira, bo stał najbliżej, a potem zasalutował do Ashoga. Z jaszczurem chyba jeszcze nie pracował. Na razie skinął mu tylko głową. Melkiora nigdzie nie dostrzegał. Komandor musiał być w swojej kajucie, albo sprawdzać coś pod pokładem.
-Jak tam morale?- Zapytał załogi. 

16
Zakończone wyprawy / Odp: Braterska pomoc
« dnia: 25 Maj 2019, 18:37:55 »
-Czyli sprawa załatwiona, nic tu po nas.- Podsumował Egbert chowając swój miecz do pochwy i zarzucając tarczę na plecy. Sam klucz nie wyglądał jakoś imponująco, ale tak to już z nimi bywa. Zazwyczaj dużo ciekawsze jest to, do czego dostęp zapewniają.

17
Zakończone wyprawy / Odp: Braterska pomoc
« dnia: 23 Maj 2019, 18:28:37 »
Ostatnim pozostałym przy życiu przeciwnikiem był ten, który pojedynkował się teraz z Egbertem. Gdy zorientował się, że wszyscy jego towarzysze są już martwi po prostu wbił miecz w piach. Niestety dla niego, rudobrody nie opuścił swojej gardy. Wycelował w bandytę Rękę Rashera i pokręcił głową. Człowiek Torreno, zamiast zacząć błagać o litość, przełknął ślinę i ponownie wziął do ręki swoją broń. Najwyraźniej postanowił zginąć z honorem. Splunął na piach i rzucił się do przodu wykonując zamaszyste cięcie. Egbert przyjął jego uderzenie na tarczę i odbił jego klingę, po czym sam skoczył do przodu atakując od góry. Bandyta spróbował się uchylić, ale nie był dość szybki. Miecz z szarej rudy przejechał mu po czaszce pozbawiając kawałka głowy. Po skończonej walce wielkolud zakręcił młyńca mieczem, otarł twarz przedramieniem i spojrzał w stronę statku, którym przypłynęły te trupy leżące teraz na plaży. Dawno zdążył się już uspokoić. Na jego twarz powrócił jego typowy, beznamiętny i jakby znudzony wyraz. Wielka postać stała pośród krwawiących ciał wpatrując się w okręt swoimi ciemnymi oczami. Wyglądało na to, że na pokładzie nie było już więcej wojowników. Inaczej dawno zeszli by tutaj żeby wesprzeć swoich kompanów. Była to więc dobra okazja do przejęcia statku na użytek Bękartów Rashera, mimo tego rudobrody jeszcze nie rzucił się w jego stronę, spodziewał się bowiem jakieś zasadzki i nie chciał głupio oberwać. Mogła się tam czaić jakaś łajza z muszkietem, albo ktoś mógł wypalić do niego z armaty.

18
Zakończone wyprawy / Odp: Braterska pomoc
« dnia: 23 Maj 2019, 16:03:46 »
Egbert walczył teraz z dwoma przeciwnikami jednocześnie. Atakowali go naprzemiennie, starając się tym samym znaleźć jakąś lukę w jego obronie, jednak jego tarcza dawała mu nad nimi znaczną przewagę. Parowanie ciosów przy jej użyciu było dużo łatwiejsze niż blokowanie uderzeń samym tylko mieczem. Wystarczyło, że trzymał ją przed sobą i ustawiał w kierunku, z którego nachodziły ataki. Z tego powodu nie wymagało to od niego takiego skupienia jak przy parowaniu ostrzem. Wtedy liczyło się wszystko, od kąta pod jakim ustawia się klingę po ułożenie nadgarstka. Po kilku chwilach bandyci zorientowali się wreszcie, że ich taktyka nie działa.  Odstąpili więc od najemnika i rozdzielili się. Każdy spróbował zajść Egberta z innej strony. Rzecz jasna, rudobrody nie zamierzał im na to pozwolić. Obrócił się frontem do jednego z nich, jednocześnie zarzucając rękę z tarczą za plecy. Niemal natychmiast poczuł, jak na jego mosiężną osłonę spada uderzenie. On sam skrzyżował miecz z przeciwnikiem, którego miał przed sobą. Bandyta spróbował się z nim siłować, lecz Bękart nie miał czasu by się z nim bawić. Bez trudu odepchnął od siebie wątlejszego mężczyznę i obrócił się w stronę tego, którego miał z tyłu. Załatwił go szybkim pchnięciem w łydkę. Rudobrody już wcześniej zauważył, że praca nóg tego szermierza pozostawia wiele do życzenia i teraz wykorzystał to na swoją korzyść. Wiedział, że przeciwnik nie zdąży wycofać nogi na czas. Tym sposobem Egbert na moment wykluczył go z walki. Raniony mężczyzna syknął z bólu i opadł na jedno kolano, co umożliwiło szeregowemu zajęcie się drugim przeciwnikiem. Zaszarżował na niego wystawiając przed siebie tarczę. Niestety, wróg popisał się zwinnością i umiejętnie uskoczył z toru rozpędzonego syna Rashera by następnie ciąć go ukośnie przez grzbiet. Egberta po raz kolejny wspomogła tarcza, która w ostatniej chwili znalazła się pomiędzy nim a bandyckim mieczem. Gdy klinga przeciwnika zatrzymała się na tarczy, najemnik strącił ją na bok swoim mieczem, po czym zrobił szybki wypad do przodu i ciął szeroko, od lewej do prawej. Atak wycelowany w szyję zbira powiódł się, widowiskowo pozbawiając go głowy. Z karku zabitego wytrysnęła fontanna krwi, która uderzyła w twarz olbrzymiego najemnika. Egbert zaryczał wściekle unosząc Rękę Rashera do góry i tym samym odstraszając innego bandytę, który miał akurat zamiar go zaatakować. Chłopak cofnął się gwałtownie ze strachem w oczach, a potem obrał sobie za cel kogoś innego. Rudobrody rozejrzał się. Rzecz jasna, nie wszyscy uciekli na widok odciętej głowy. Już po chwili doskoczył do niego inny bandyta, widocznie jeden z odważniejszych, i spróbował pchnąć go w bok. Wielkolud odbił jego sztych, po czym wyprowadził własne uderzenie. Bitwa trwała.

4x bandyta (jeden ma złamaną szczękę, drugi rozciętą łydkę)

1x bandyta łucznik (ma bełta w lewym ramieniu)

19
Zakończone wyprawy / Odp: Braterska pomoc
« dnia: 22 Maj 2019, 23:17:26 »
Egbert wziął przykład z towarzyszy, którzy zjawili się na plaży chwilę po nim, i również znalazł sobie osłonę za drewnianymi skrzynkami pozostawionymi tutaj pewnie przez ludzi Domenika. Ściągnął z pleców aema i zaczął ładować. Zdjęcie kilku przeciwników przy użyciu broni dystansowej zanim rozpocznie się właściwa walka zawsze było dobrym pomysłem. To znacząco ułatwiało sprawę i pozwalało przejąć inicjatywę już na samym początku starcia. Rudobrody wychylił się zza swojej osłony zaraz po Kenshinie. Wykorzystując to, że orkowy łucznik ściągnął na siebie całą uwagę atakujących, Bękart Rashera mógł w miarę spokojnie wymierzyć. W pierwszej kolejności postanowił zdjąć strzelców nieprzyjaciela, tak aby nie mogli wspierać swoich towarzyszy w dalszej części starcia. Oparł kuszę o ramię, wycelował i nacisnął na spust. Bełt pomknął w stronę mężczyzny z zawrotną prędkością i wbił mu się centralnie między oczy rozsadzając tym samym czaszkę. Zanim jednak martwy już bandyta zdążył zwalić się na piach, Egbert oddał kolejny strzał w stronę jego kompana. Niestety, temu w porę udało się wykonać unik. Rzucił się w bok, przez co pocisk Bękarta nie zabił go, a tylko wbił się w ramię. Taka rana nie wyłączy go raczej z walki, lecz z pewnością uniemożliwi mi dalsze korzystanie z łuku. Widząc jak ich towarzysze padają martwi od strzał i bełtów, pozostali atakujący z dzikim okrzykiem rzucili się do szarży. Egbert, chociaż miał jeszcze jeden bełt w magazynku, niespiesznie odłożył kuszę na plecy. Minęło już zbyt dużo czasu odkąd skrzyżował z kimś miecze. Dobył teraz Ręki Rashera i tarczy. To był ciężki kawał mosiądzu wykonany w typowo rycerskim stylu, a więc jej kształt był zbliżony do trójkąta. Na środku tarczy, tam gdzie było miejsce na herb rodowy, najemnik wymalował symbol będący znakiem rozpoznawczym Bękartów. Nie był może mistrzem malarstwa, ale każdy powinien rozpoznać w jego malowidle złowrogo uśmiechniętą czaszkę w złotej koronie. Nie czekając aż przeciwnicy do niego dobiegną, rudobrody wyszedł zza swoich skrzyń i ruszył im na spotkanie. Nie pędził jednak jak na złamanie karku, a szedł w ich stronę powoli, mocno stawiając każdy krok. Niczym wielki golem, który w jednym tylko celu został powołany do życia przez jakiegoś czarnoksiężnika. Miał zmiażdżyć tych stających przeciwko niemu. Najbliższy bandyta rzucił się na niego podnosząc wysoko miecz. Egbert zrobił wówczas szybki wypad w jego kierunku i wykorzystując całą swoją siłę rąbnął go kantem tarczy nim ten zdążył opuścić swój miecz. Potężne uderzenie złamało mężczyźnie szczękę i odrzuciło go do tyłu. Upadł na piach. Rudobrody już miał zamiar go dobić, kiedy zaatakował go następny przeciwnik. Nieślubny syn Rashera sparował ten cios mieczem, po czym natarł na nieprzyjaciela tarczą. Gdy tamten zaczął się cofać, szeregowy wyprowadził pchnięcie od dołu, spod swojej osłony. Klinga z szarej rudy bez trudu przebiła się przez skórzany pancerz bandyty. Wtedy Egbert gwałtownie pociągnął ostrze w górę rozcinając nieszczęśnikowi brzuch. Człowiek jeszcze żył, kiedy jego wnętrzności wylały się na piach nadbrzeża, lecz była to jego ostatnia chwila. Później rudobrody uwolnił swój miecz i zwarł się z kolejnym atakującym.

8x bandyta (jeden ma złamaną szczękę)

1x bandyta łucznik (ma bełta w lewym ramieniu)

Bełty : 25

20
Zakończone wyprawy / Odp: Braterska pomoc
« dnia: 21 Maj 2019, 14:35:57 »
Gdy reszta dyskutowała o ruinach, Egbert zajął się oglądaniem znalezisk archeologów. Wziął do ręki figurkę tego Wielkiego Ptaka, uniósł wysoko jedną brew, po czym parsknął śmiechem i odłożył ją na miejsce. Pokręcił głową i rozmarzył się. Gdyby był jakimś królem, mógłby kazać zrobić rzeźbę przedstawiającą jego jak chędoży jakiegoś smoka. Z zamyślenia wyrwał go jeden z ludzi Domenika. Handlowa, jasne. Rudobrody spokojnie dobył miecza i ruszył na plażę, wcześniej skinąwszy krasnoludowi głową.

Strony: [1] 2 3 ... 12
SMF 2.0.15 | SMF © 2017, Simple Machines
Enotify by CreateAForum.com

DarkBreak by DzinerStudio
Copyright 2005-2014 Tawerna Gothic - Oficjalny Polski serwis o grach z serii Gothic. Wszelkie prawa zastrzezone.