Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Marduk Draven

Strony: [1] 2 3 ... 182
1
Patricia wykonała pierwszy ruch, zaskakując czarnego maga. Jej zaklęcie odebrało mu na jakiś czas możliwość rzucania własnych czarów. Uczeń nekromanty nie był jednak bezbronny bez możliwości ciskania zaklęć. Dalej panował nad wielką mocą, której z pewnością nie zawahałby się użyć. W odpowiedzi na czar Drake, wyciągnął on dłoń przed siebie i uniósł anielicę mortokinetycznym chwytem. Uniósł na około metr w górę i zarył jej ciałem o ścianę, pod którą była, aż zagrzmiał metal z jej zbroi. Dociskał ją tak przez chwilę, jakby czekając aż czar anielicy przestanie działać.

Tymczasem Marduk również wykonał przemieszczenie, unikając w ten sposób potężnego czaru. Znalazł się tuż przed szkieletami i od razu złożył się do parowania jednego z mieczy szkieletu. Przyjął na naramiennik następny cios kolejnego trupa i ciął jednorącz z wypadu, prosto w czaszkę napastnika, krusząc ją na drobne kostki. Inny szkielet ciął, trafiając jednak w osłoniętą dłoń anioła. Cios jednak zabolał i spowodował, że anioł puścił miecz. Złapał go natychmiast w drugą rękę i ciął od dołu, rozcinając żebra a zaraz po nich czaszkę wroga. Wywinął się spod dwóch kolejnych mieczy i ciął z półobrotu, gdy szkielety dopiero wracały z ofensywy. Trzecia czaszka poszła w drobny mak. Czwartego Marduk popchnął telekinezą, jednocześnie zbierając do jednej dłoni magiczną energię.
- Izeshar - zainkantował, materializując pocisk esencji, którym cisnął w czaszkę szkieletu, momentalnie ją paląc.
Nie czekając na to, że mag zorientuje się, szarpnął go telekinetycznym impulsem o 2 metry w tył, jednocześnie zbierając łaskę Zartata w ostrze miecza, które momentalnie zabłysło złotym światłem. Anioł cisnął mieczem w maga, który szarpnięty telekinezą ledwo się podniósł. Jego uścisk mortokinetyczny na Patty zniknął, oswabadzając anielicę. On sam wykonał dziki przewrót, ukazując nie małe umiejętności akrobatyczne, by po chwili skrócić dystans i zaatakować anioła kosturem, wpierw w tułów, potem po głowie. Zachwiało to kruczowłosym Dravenem na tyle, że mag zaatakował swym drągiem jeszcze raz. Miecz jednak w porę wrócił do dłoni Marduka, dzięki czemu ten zdołał odbić kostur w bok. Dzwoniło mu w głowie, musiał jednak przeć dalej, mimo że widział czarnego maga podwójnie. Umknął w tył przed kolejnym uderzeniem kostura, po czym gdy już głowa przestała wariować przeszedł do ofensywy, przerywając atak maga. Odbił kostur na bok i ciął znad głowy, z całej siły. Mimo to mag zdołał obronić się swym wiernym kosturem. Draven zamiast siłować się, zahaczył kostur maga paszczą lwa, która zdobiła jego miecz i stanowiła swoiste drugie jelce i szarpnął w górę, wytrącajac magowi broń z dłoni. Natychmiast po tym kopnął go brzuch, po czym nie przerwał natarcia. Niefortunnie dla niego, mag przemieścił się w miejsce w którym stał wtedy, gdy atakowała go Patty. Jego kostur głucho upadł na ziemię. Zaklęcie Patricii przestawało działać.
Marduk zebrał raz jeszcze moc magiczną,
- Aresh! - zainkantował, uniemożliwiając magowi mówienie. - Izeshar! - cisnął ostatni czar, pocisk esencji, w maga. On odbił zaklęcie mortokinetyczną barierą, lecz Marduk miał nadzieję, że Patty zdoła się w tym czasie zebrać.

1x uczeń nekromanty

2
Stare miasto / Odp: Herold [wypłaty z tytułu posiadania ziem]
« dnia: 19 Styczeń 2020, 23:51:21 »
- Dzień dobry, jestem Cerbin, od pana Dravena i przybywam po jego pieniądze za ziemie Gear, Rudar i Feros.

4304g + 240g = = 4584g

3
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 14 Styczeń 2020, 12:51:26 »
W ślad za Patty, Marduk założył hełm i wyszedł przed Patty, aby jej nie zranić i złapał oburącz miecz. Napełnił go mocą Zartata, po czym zaczął obracać się wokół własnej osi. Łaska boga światła rozpędziła go aż anioł stał się jedynie srebrzystą smugą, która po chwili ruszyła przed siebie jak błyskawica, wprost na zdziwionych, oraz zaskoczonych tym siepaczy. Miecz napełniony mocą obrotu i łaski rąbał i siekał siepaczy z taką efektywnością, która potrafiła przerazić. Twarz czarnego mana zbledła. Kończyny oraz flaki latały na około, a z wiru ocalał jedne siepacz. Tylko dlatego, że tam nie wszedł. Gdy tornado pożogi zatrzymało się, ostatni siepacz ruszył na anioła, tnąc od góry. Draven zbił zgrabnie jego klingę na bok, chlasnął go po szyi samym sztychem, po popchnął ręką tak, by ten upadł i się wykrwawił. Pozostał jedynie mag. Marduk skinął na Patty. Pokonają maga razem.

1x uczeń nekromanty

4
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 13 Styczeń 2020, 11:54:32 »
Anioł wysłuchał historii zjawy. Pokrywała się ona z legendami i opowieściami, które słyszał. Popatrzył na miecz, potem na Patty.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem za tym, aby go wziąć. Taka broń nie powinna tu tkwić, a przy tym może się przydać - powiedział do anielicy.

5
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 13 Styczeń 2020, 11:02:35 »
Marduk ruszył do walki w tej samej chwili co Patty. Choć to raczej jego przeciwnik ruszył. To co z początku było spokojnym marszem w stronę anioła, stało się nagle niewiarygodnie szybką szarżą. Potwór zniżył głowę i pobiegł w stronę Dravena, dzwoniąc elementami pancerza. Tylko wyćwiczony refleks wojownika Zartata uratował go, gdy ten w porę wykonał zwinny unik w bok. Orkstein zahamował, uderzając w ścianę barkiem zamiast rogów. Ruszył do ataku, tnąc na odlew mieczem, za czym poszedł wyprowadzony od góry cios topora. Anioł Zartata nie zamierzał nawet próbować blokować rąbnięć oręża wroga. Zamiast tego postawił na uniki i natychmiastowe kontrataki. Wielki Mistrz ciął zręcznie po skosie, celując w łączenia zbroi w łokciu bestii, lecz Orkstein z niebywałą łatwością zasłonił się własną klingą i kontratakował toporem, zmuszając Marduka do kolejnego odstąpienia. Natychmiast po tym natarł, wpierw markując sztych miecza, tylko po to by rąbnąć toporem znad głowy. Anioł wywinął się spod pewnie miążdżacego ciosu i umknął w bok. Orkstein gotowy na to ciął mieczem. Klinga uderzyła skrzydlatego wojownika w osłoniętą hełmem twarz z taką siłą, że strąciła mu go z głowy i zachwiała nim samym. W głowie Marduka zadzwoniło jak w katedrze w Zartykanie, włosy na szczęście trzymały się w rzemieniu. Orkstein dalej nacierał, wznosząc topór w górę. To właśnie wtedy Marduk zrobił zamach od góry, po czym wykorzystał moc przemieszczenia, znajdując się nagle za potworem. Z całej siły ciął w łączenia zbroi bestii na łokciu, odcinając łapsko od reszty ciała. Kończyna padła na ziemię z głuchym metalowym dźwiękiem, zaś jej właściciel chlasnął swym mieczem z obrotu. Marduk uchylił się przed straceniem głowy i okrążył potwora. Umknął przed drugim cięcie, po czym zbił jego ostrze daleko na bok. Wykonał obrót, aby nabrać szybkości, po czym ujął miecz oburącz i z całej siły ciął po szyi potwora, separując głowę od reszty ciała, które runęło na ziemię. Anioł podszedł do odciętej głowy i skończył z nią jednym rąbnięciem miecza. Przyciągnął telekinezą swój hełm, ale nie zakładał go jeszcze. Schował miecz i rozejrzał się po sali.
Anioł podszedł do ołtarza. Przyjrzał się zwłokom w zbroi, następnie spojrzał na miecz i na zjawę unoszącą się nad nim.
- Kim jesteś duchu? Jakie są twe zamiary? - spytał.

6
Pałac / Odp: Sala Tronowa [audiencje, skargi, propozycje]
« dnia: 13 Styczeń 2020, 10:21:22 »
Do Lucjusza przybyła Cerbin.
- Jestem Cerbin, służka marszałka koronnego. Przybyłam po jego wynagrodzenie.

4024g + 280g = = 4304g

7
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 10 Styczeń 2020, 17:22:59 »
Marduk schował otrzepał miecz z nadmiaru krwi, która została na jego czarnej jak smoła klinga. Nie było dzięki temu widać sctricte czerwieni, a kolor brąz. Anioł spojrzał w stronę drzwi. Podszedł kilka kroków w ich stronę. Jego szósty zmysł, intuicja nieprzyjemnie drażniła w okolicy skroni. To samo z resztą odczuwała Patty. Wielki Mistrz zbliżył się jeszcze bliżej do drzwi i tknął je mieczem, samym sztychem. Klinga przeszła przez nie na wylot, jakby był to duch.
- Iluzja magiczna - mruknął. - Puść przez nią błysk, nie wiadomo co się za nią czai. Wtedy ruszymy przez nią.

8
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 10 Styczeń 2020, 08:13:09 »
Patty radziła sobie równie sprawnie, co Marduk, to też przeciwników szybko ubywało w sali. Pozostało jeszcze kilku przeciwników, którymi trzeba było sobie poradzić. Efekt oślepienia minął, siepacz oraz zbiry rzuciły się na dwójkę aniołów.
Draven zręcznie odbił cięcie siepacza i natarł barkiem na atakującego go zbira, popychając go. Jednocześnie zablokował odgórne cięcie siepacza, po czym zamarkował cięcie w biodro, tak naprawdę wznosząc klingę za głowę i dekapitując siepacza.
W porę odbił sztych pchniętego przez siebie zbira, po czym uderzył znad głowy, a na blok przeciwnika zareagował kolejnym i kolejnym ciosem, aż w końcu odnalazł lukę w obronie, odbił miecz wroga w bok i ciął z góry znowu, tym razem rozcinając bark zbira. Miecz aż utkwił w kości. Nie było czasu go wyrwać z niej. W ruch poszedł więc sztylet.
Dwóch zbirów rzuciło się naraz na anioła, gdzieś tam chciał im pomóc kultysta. Marduk przyjął cios jednego z mieczy na naramiennik, drugi zaś zbił rękawicą, jednocześnie uderzając w twarz poprzedniego zbira. Ciął po tętnicy szyjnej tego drugiego samym końcem sztychu, efektywnie zalewając krwią okolicą. Nie zwracał na to jednak uwagi. Telekinezą pchnął ostatniego zbira na tyle mocno, że upadł on na ziemię. Tam stanął mu na trzymającej miecz dłoni, przyklęknął i zatopił ostrze sztyletu w po jelce w gardle wroga.
Ostatni kultysta zaatakował w chwili nieostrożności. Marduk w ostatniej chwili zasłonił się rękawicą. Miecz obił się również o hełm, lecz nosicielowi nic się nie stało. W ułamku sekundy przed kolejnym ciosem skupił się. Zebrał moc w ciele i zaczął je rozpraszać, jednocześnie tworząc w wyobraźni obraz siebie pojawiającego się za wrogiem. Tak też po chwili się stało, gdy ciało anioła rozbiło się na atomy i zjawiło dwa metry za zszokowanym kultystą. Marduk skierował moc magiczną w dłoń i wymówił inkantację zaklęcia.
- Izeshar! - po czym cisnął pociskiem esencji w pierś kultysty, który padł ze zdziwieniem na kolana. Pomacał dziurę w torsie, po czym upadł całym ciałem na ziemię. Tam też skonał.

Marduk wyjął miecz z jednego z trupów i rozejrzał się. Prócz stołów na narzędzia chirurgiczne, oraz tych mających trzymać "pacjentów" w sali znajdowały się tylko drzwi. Metalowe, uchylone. Coś dużo było tu drzwi. Marduk skinął na Patty i poszedł w kierunku przejścia do kolejnego obszaru.

9
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 07 Styczeń 2020, 14:52:05 »
Kruczowłosy anioł w raz wparował do pokoju. W obu jego dłoniach błyskały srebrne noże. Zwykle broń przeciw demonom, wampirom i wilkołakom, teraz jednak nada się idealnie na zwykłe męty. Draven nie bawił się w teatralność, po prostu rzucił nożami w dwóch stojących obok siebie zbirów. Oba ostrza trafiły między oczy już nieboszczyków, którzy z impetem padli na ziemię.
Gdy już zajął się odpowiednim wejściem, ruszył dalej. Dobył miecza i od razu, odruchowo zablokował cios jednego ze zdolnych do walki siepaczy. Miecze starły się w snopie wściekłych iskier, zaś anioł nie marnował czasu na skrzyżowania, wiedząc że czeka na niego więcej wrogów. Natarł na siepacza, tnąc serią silnych ciosów, które miały zmęczyć jego ramiona. Za czwartym uderzeniem zbił jego miecz na bok, po czym wykorzystują resztkę energii z poprzedniego ciosu, chlasnął samym sztychem oczach przeciwnika, oślepiając go. Finalnie zaś cięciem z drugiej strony zdekapitował go.
Uderzył następnego siepacza telekinezą, aż kurz poleciał z ziemi. Siepacz padł na swoich towarzyszy, powalając na ziemię jednego nieoślepionego zbira i innego siepacza. Anioł skierował magię w wolną dłoń.
- Izeshar! - zainkantował i cisnął pocisk esencji w jednego z nieoślepionych zbirów. Wypalił śliczną dziurę w jego piersi, dalej się nie interesował. Starł się z jednym z kultystów. Atakując kolejną burzą ciosów, okazjonalnie blokując czy przyjmując cios na pancerz. Kopnął kultystę w kolano, a gdy ten stracił równowagę, rozpłatał jego czaszkę na poziomo na pół.

3x poplecznik nekromanty
4x najemny zbir(jeden oślepiony)
3x siepacz(dwóch oślepionych)

10
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 07 Styczeń 2020, 14:15:16 »
- Znalazłaś coś wartościowego uwagi? - zapytał Marduk. Zebrał w sobie magiczną energię i skierował ją do dłoni, jednocześnie zbliżając się do drzwi. Uderzył w nie falą telekinetycznej energii, rozbijając je, chwilę po tym dobył noży. - Teraz! - zawołał do Patty.

11
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 16 Grudzień 2019, 15:02:39 »
- Witaj ponownie - odrzekł anioł. Nie spodziewał się tu spotkać pani Komtur. Sam musiał wstrzymać się od rąbnięcia ze skosu. Korciło. - Nic ciekawego, oprócz tej bestii, którą spotkaliśmy poprzednio. Wiesz, cztery łapy i pysk jak matka demona - odparł. - Tutaj widzę też jakieś drzwi - wskazał sztychem miecza i poszedł w kierunku drzwi, które wskazywał. Wykonane były z drewna. - Rozbiję je telekinezą, a ty wprowadzisz tam błysk, co ty na to?

12
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 16 Listopad 2019, 15:49:55 »
Chwilę po tym jak Evening wprowadziła snop światła do pokoju, wpadł do niego Marduk. Jak się jednak okazało, pomieszczenie było puste. Kolejny korytarz. Na jego końcu zaś kolejne drzwi. Draven skinął na Antarii.

13
Dział Wypraw / Odp: Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
« dnia: 04 Listopad 2019, 23:38:01 »
- To tylko kłódka, Eve - odpowiedział. - Możliwe, ale nie chce mi się przeszukiwać tych wszystkich trupów na placu. - odszedł na krok od kłódki, po czym zebrał w ciele ładunek magicznej energii, kierując go do wolnej dłoni, w której nie trzymał miecza. - Stopię kłódkę, a ty puścisz do środka błysk. Potem wpadamy. Ja pierwszy, w razie czego cię osłonię - zarządził. Pozwoli im to szybko oczyścić pokój z ewentualnych zagrożeń. - Izeshar! - zainkantował, po czym telekinezą cisnął biały pocisk rozpalonej energii Zartata prosto w kłódkę, która nie miała żadnych szans z magicznym zaklęciem. Przestała istnieć. Draven pchnął drzwi telekinezą. Te z hukiem otwarły się, pozwalając Evening wykonać swoją część roboty.

14
Pałac / Odp: Sala Tronowa [audiencje, skargi, propozycje]
« dnia: 04 Listopad 2019, 23:31:17 »
Do Lucjusza przybyła Cerbin.
- Jestem Cerbin, służka marszałka koronnego. Przybyłam po jego wynagrodzenie.

4024g + 280g = 4304g

15
Stare miasto / Odp: Herold [wypłaty z tytułu posiadania ziem]
« dnia: 03 Listopad 2019, 11:20:06 »
- Dzień dobry, jestem Cerbin, od pana Dravena i przybywam po jego pieniądze za ziemie Gear, Rudar i Feros.

3784g + 240g = 4024g

16
Ekkerund / Odp: Kopalnia [praca]
« dnia: 02 Listopad 2019, 22:53:13 »
Gościu po prostu oszalał, jak się okazało. Zaczął widzieć niebieskie myszki, które biegały po jego ciele, żarły go od środka, wychodziły uszami i srały mu pod skarpety. Raymund machnął mu tylko na pożegnanie, gdy wynosili go na górę, prosto do ciasnej windy, żeby nie siedział już w ciasnych korytarzach. Zrozumiał coś, że muszą chyba sprawdzać stan psychiczny potencjalnych górników, bo to już trzeci w tym tygodniu, co widział kolorowe myszki w jednym z szybów.
Raymund uśmiechnął się pod nosem, zebrał narzędzia i ruszył do tego samego szybu, skąd właśnie jegomościa wyniesiono, gdyż rozkazano im uprzątnąć tamto miejsce, dorzucić wózki do pełna i ruszyć z resztą na górę, bo szyfta się właśnie kończyła. Praca ciążyła niemiłosiernie, lampa przygasała przeraźliwie, a łopata zdawała się wielką, nagrobną płytą, która zaraz ich wszystkich przykryje. Pracował jednak wytrwale, próbując dokończyć dzieło.
Gdy zobaczył małe stworzonko o długim, cienkim ogonie, które przemknęło koło stoiska na kilofy i oskardy, rzucił łopatę pod ścianę i ruszył prosto do windy, nie obracając się za siebie. Wziął pieniądze od kierownika zmiany i skierował się do łaźni. Albo przynajmniej czegoś, co łaźniami nazywano.

// Godzina numer 6, ostatnia. Pieniądz poproszę.

- Oto twoje 220 grzywien za pracę - powiedział kierownik, wręczając Raymundowi spory mieszek wypełniony grzywnami.

17
Efehidon / Odp: Jan [NPC] (nauka specjalizacji)
« dnia: 31 Październik 2019, 16:14:31 »
- Janie, nauczysz mnie walki mieczem?

100 grzywien - 50 = 50
3 brązowe talenty - 1 = 2

Lekcja I [50%] - Podstawowe techniki walki - mecz

Ja zmierzył Raymunda srogim wzrokiem. Wzrokiem badającym, czy nada się na szermierza. Czy jego nogi nadadzą się do intensywnej pracy w czasie pojedynku, czy też walki z wieloma wrogami. Czy ramiona będą w stanie wykonywać cięcia i zamachy z odpowiednią siłą i precyzją. W końcu też się odezwał.
- Łap za miecz treningowy i zaczynamy.

Raymund nauczony: podstawowe techniki walką - miecz. Tracisz 1 brązowy talent.

//Na przyszłość usuwaj talenty i pieniądze za naukę i przy transakcjach od razu, gdy napiszesz post.

18
Dracoński teleport / Odp: Zapisz się do gry Marant
« dnia: 31 Październik 2019, 14:29:23 »
Proporce dwóch armii łopotały na wietrze w ten pochmurny, jesienny poranek. Gwiazda Poranna toczyła się nisko i leniwie po nieboskłonie, zataczając szeroki łuk, nie starając się nawet wzbić zbyt wysoko na niebo. Lekkie jej przebłyski przez gęstą kurtynę nad ich głowami dawały w ogóle znać, że jest tam ona i pręży swoje muskuły w pusty, nieprzebyty kosmos.
Wąska przecinka gęstego lasu od południa ciągle wypluwała z siebie co raz to nowe jednostki okute w żelazne blachy w różnokolorowych kaftanach. Pierwsze szeregi wojsk już przed świtem wyszły na drugą stronę Burego Pola, by odkryć z niemałym zaskoczeniem, że wroga armia rozbiła po drugiej jego stronie swój obóz. Szybko podniósł się raban, trąby biły alarmującą pobudkę, piechurzy ustawiali się w liniach przed i za prowizorycznymi wałami i barykadami. Kordon taborów szczelnie krył mocną linią główny pierscień. Spięte łańcuchami wozy tworzyły bezpieczną ścianę.
Dowódcy tych z południa próbowali pospieszać swoich żołdaków, by jak najszybciej dać przepust wąskiemu przejściu, by móc wylać z niego wszystkie swoje kohorty, by móc stawić czoła tym, którzy przed nimi, których szukali, za którymi gnali od niemalże dziesięciu dni. Ciągłe deszcze i gęste mgły gubiły wysyłane na forpocztę oddziały traperów i lekkiej kawalerii. Zapewne mijali się wielokrotnie, będąc oddaleni o milę czy dwie, nie wiedząc o swoim istnieniu.
W umocnionym obozie większość stała już twardo na nogach, w rynsztunku, mimo iż zaspana, to świadoma i trzeźwa. Gęsto usiani łucznicy wbijali szypy przed siebie, naciągając cięciwy i nakładając skórzane ochraniacze na palce. Krótkie miecze, topory, tasaki, długie noże i masywne maczugi. Szable i dusaki, mniej i bardziej naostrzone. Wszystkie zwisały u boku każdego jednego, by pójść w ruch, gdy wróg podejdzie zbyt blisko.
Na flankach kawaleria rozgrzewała wierzchowce, różnej maści i pochodzenia, toczące pianę i buchające gęstą parą z nozdrzy. Czeladź szykowała ostatnie kopie i lance, dopinając rzemienie na uprzężach i spoglądając za siebie, by nie zostać zadeptanym w tym tumulcie. Na większość jednostek przypadał kopijnik, knechci i kilku kuszników na rączych zwierzętach. Arystokracja, bogaci. Każdego stać było na swój poczet, wyposażenie go i utrzymanie.
Wsród nich ojciec z synem, Pons z La Marche i Raymund z Saint-Gilles. Każdy z nich w wypolerowanym kirysie, basynecie, z metalowymi blachami chroniącymi resztę ciała. Pod spodem gruby kaftan, wielowarstwowy, tłumiący głuche uderzenia i przekierowujący impet ciosów. Trzymał również ciepło, jak wszyscy w taki poranek zauważyli. Raymund był człekiem wcale wysokim, o brązowej czuprynie, krótkiej, lekko skołtunionej. Raczej typowej budowy, nie wyglądał na waligórę, lecz i nie uchodził za chudzielca. Dochodził już trzydziestki, za trzy lata miała mu stuknąć wielkim żalem za minione lata. Szczęściem niewiele z tych minionych lat uważał za zmarnowane.
Poprawił się w siodle, opuszczając przyłbicę hełmu. Bokiem rękawicy wbił pin do środka, zamykając całość. Świat wokół stał się jeszcze ciemniejszy, jakby ledwo rozmyte mroki nocy miały nie wystarczyć. Blacha od wewnątrz szybko pokryła się kropelkami wilgoci, dopełniając wilgotnego otoczenia. Wierzchowiec Raymunda, kasztanowa klacz o masywnych bokach, żłobił coraz większe dziury w miękkim podłożu. Niezbyt dobra ziemia dla szarży kawalerii. Rozglądał się wokół, szukając wzrokiem ojca, starszego od niego o ponad trzydzieści lat, za rok skreślającego piąty krzyżyk. Siedział tam, dumny i spokojny, widzący nie jedną taką scenerię, biorący udział w niejednej takiej kampanii. Tam, za wzgórzami, niespełna dwadzieścia mil dalej, znajdował się jego rodzinny zamek. Gdyby nie obecność samego księcia Wilhelma, dziesiątego swego imienia, to on by dowodził tą armią. Już by się o to postarał.
Po drugiej stronie polany zabrzmiały trąby, zwiastujące gotowość przeciwnika. Spóźnili się, cholera. Nie zdążyli sami zebrać swoich sił w kupę, zanim tamci w pełni wypadli na pociętą niskimi krzakami równinę. Najpierw z wolna, potem coraz szybciej, ruszyli przed siebie. Konie rżały równo z chrzęszczącym ekwipunkiem wojowników na ich grzbietach. Linia kawalerii nie parła jednak zbyt równo, gubiąc rytm i nie dotrzymując sobie samemu kroku. Wielodniowe ulewy straszliwie rozmoczyły teren. Dowódca lewej flanki, syn księcia Wilhelma, Raymund z Kwitanii, zwany Świętym, zadął w swój dowódczy róg i dał znać, by spieszyć całość pod swoim skrzydłem. Prawa postąpiła identycznie, a zaraz po tym piechota za ich plecami ruszyła z miejsc, przemieszczając się równymi liniami za nimi.
Ruszyli więc o własnych siłach, noszeni własnymi nogami. Grzęźli nieco w ziemi, rozumiejąc trudności swoich dopiero co zostawionych i odprawionych wierzchowców. Nie dojadą z takim impetem jak powinni, lecz wyjścia nie mieli żadnego. Do domów było już za późno wracać. Krok w krok, czując przed sobą ścianę ludzi, parli do przodu. Ktoś gdzieś krzyknął, by przybliżyć linię łuczników, nie wydawało się jednak, by było to z tyłu, musieli więc się niedługo spodziewać pierwszych pocisków spadających na nich z impetem.
I zaczęło się. Będąc jeszcze kilkadziesiąt metrów od pierwszych linii przeciwnika, który również właśnie ruszał w ich kierunku, padły pierwsze strzały. Jedna trafiła w piechura w niebieskim kaftanie, który szedł obok. Dostał w napierśnik, lecz parł dalej, razem z resztą. Świst pocisków zaczął przebijać się przez okrzyki ludzi, przez lekki świst wiatru w uszach i to brzęczenie. Nieustanne i drażniące brzęczenie czy bzyczenie, które od kilku lat ciągle słyszał w swoim prawym uchu.
Poczuł, jak jego również coś walnęło. Z impetem godnym solidnego młota. Łucznik stojący gdzieś w grupie przed nim musiał mieć łuk o naciągu rzędu stuosiemdziesiętu, może nawet dwustu funtów. Metalowy grot rąbnął w kirys Raymunda, nieco poniżej serca. Strzała wygięła się niemiłosiernie, ślizgając się do góry, w stronę jego krtani. Stalowa nasadka w kształcie litery V skierowała pocisk dalej w lewo, który wyleciał nieco ku górze i zniknął za nim, nie robiąc nikomu krzywdy. Wtedy już biegli, a on sam trzymał swój długi miecz bliżej lewego biodra, trzymając go oburącz, prawie że w pozycji zwanej flukiem.
Dostał drugi raz, tym razem w hełm. Poczuł to zdecydowanie mniej, strzała ledwo go musnęła, świdrując wilgotne powietrze. Zaraz potem, a może nawet i w tym samym czasie, nie mógł stwierdzić, upadł jego towarzysz po lewej, chwytając się w okolice gardła. Niefortunna przerwa między hełmem a jego kirysem musiała ustąpić sile łucznika.
A wtedy wpadli na siebie.
Niektórzy zatrzymali się w miejscu, niektórzy przepchali tych przed sobą. Wymieszali się nieco, skłębili, zaczęli rąbać i kłuć. Kusznik Raymonda strzelił jakiemuś piechurowi prosto w oko, drugi przewrócił się jemu pod nogi, samemu otrzymując dwie szypy, które niemalże synchronizowane, przebiły mu gardło. Zapomniał kolczego kaptura?
Raymund postąpił krok w przód, wymierzył piękny sztych w pachę przeciwnika. Poczuł, że rozerwał kilka kółek kolczugi, przedostając się przez tkaninę pod spodem. Wykonał ruch, jakby kroił mięso, powodując wielki krwotok z tętnicy. Sekundę później dostrzegł, że jakiś przedmiot leci w kierunku jego głowy, uchylił się więc, o cal mijając topór. Wyciągnął miecz, cofnął się, przeszedł do pozycji oxa, z lewej strony, blokując miecznika. Pchnął go przed siebie, przykładając ostrze do przedramion, które tamten miał nieco uniesione. Chwycił swoje ostrze prawą dłonią, lewą ciągle mając na rękojeści, wykręcił, pchając lewą dłonią, znalazł się w uścisku, mając otwartą drogę dla swojej głowicy w jego szczękę. Półotwarty hełm nie bronił dobrze rzuchwy przed obuchowymi uderzeniami, więc kilkukrotne uderzenie w nią metalowym narzędziem sprawiło niemały szok dla piechura. Ten zachwiał się, wyrwał z uścisku, puszczając całkowicie swoją broń. Czerwona posoka skapywała mu spod kolczugi, już sięgał po drugą broń, lecz ktoś go zadźgał z boku.
Raymund dostał w czerep czymś ciężkim, poleciał do przodu, przytrzymany przez swojego pachołka. Obydwoje odwrócili się w tamtą stronę, we dwójkę sprawnie rozprawili się z jakimś żołdakiem i rzucili się dalej w wir walki. Cięli i miażdżyli, sami dostając razy. Pozostając przez moment sam, został otoczony przez grupkę oponentów, zbił dwa ciosy, dostał pod kolano jakąś maczugą, przyklęknął. Szybkim wypadem z samego ramienia unieszkodliwił jednego, lecz ktoś unieruchomił go od tyłu, przyciskając za moment do mokrej ziemi. Nie mógł się ruszyć.

- Raymund? Raymund? - usłyszał. Znowu. I Chyba jeszcze raz, nie był pewien. Otworzył oczy. Siedział w tłocznej, hałąśliwej knajpie na rozstajach dróg. Dochodziła północ. Przysnął chyba.
- Tak, tak, słucham... - odpowiedział. Przetarł kark i spojrzał na pusty kufel. Nie pamiętał, kiedy go opróżnił. Niewiele pamiętał z tamtego dnia. W głowie miał, że już chciałby zapomnieć. Chciały zapomnieć wszystkich wokół i przestać śnić tego dziwnego, nieznanego człowieka z innej krainy, którego nigdy nie spotkał, o którym nic nie słyszał, ale który wyglądał zupełnie jak on.
Teleport, przeszło mu przez głowę. Ile to już lat, jak Valfden jawi się opcją i alternatywą? Nikogo nie znasz, nikt nie zna Ciebie...

Zostałeś przyjęty do gry, zaś po przejściu przez portal twoim oczom ukazała się polana i mieniący się w oddali obraz miasta Efehidonu.

19
Agora / Odp: XVI uzupełnające wybory do Izby Lordów [GŁOSOWANIE] - Nawaar
« dnia: 30 Październik 2019, 10:01:04 »
Przeciw.

20
Agora / Odp: XVI uzupełnające wybory do Izby Lordów [GŁOSOWANIE]
« dnia: 30 Październik 2019, 10:00:51 »
Przeciw.

Strony: [1] 2 3 ... 182
SMF 2.0.15 | SMF © 2017, Simple Machines
Enotify by CreateAForum.com

DarkBreak by DzinerStudio
Copyright 2005-2014 Tawerna Gothic - Oficjalny Polski serwis o grach z serii Gothic. Wszelkie prawa zastrzezone.